niedziela, 11 grudnia 2011

Łódź

Dziś Łódź! Po kilkunastu latach. Mroźna, zupełnie obca, ale wciągająca. Koniecznie trzeba tam wrócić, bo jeszcze dużo przed nami, ale raczej w bardziej przyjaznych warunkach pogodowych. Pstryk!






Zł.

PS W zeszłym roku, gdy szaleliśmy po Górach Stołowych, spaliśmy u znajomych w pensjonacie w Polanicy. Już pierwszego wieczoru w knajpie na dole usłyszeliśmy, jak ktoś mówi, że do pokoju obok przyjedzie na parę dni aktor-złodziej. Jak to aktor-złodziej? Nie da się ukryć, że byliśmy mocno zaintrygowani. Różnych aktorów widywaliśmy, różnych znamy, ale aktora-złodzieja na pewno nie. Następnego ranka, gdy rzeczony miał przybyć do Polanicy, okazało się, że wcale nie aktor-złodziej, tylko aktor z Łodzi… Ehh, i po ptokach, emocje kryminalne prysły, w drzwiach zjawił się zupełnie normalny, uśmiechnięty facet, a magię tajemnicy diabli wzięli;)... Dodatkowo byliśmy mocno rozczarowani, bo choć był z Teatru im. Stefana Jaracza, to niestety nie był to Bronisław Wrocławski (którego kochamy oboje za monodramy, które są tak genialne, że powinno się je oglądać na kolanach). Dziś polecano mi "Dybuka" stamtąd... Kto chce jechać?

PS2 A wiecie o tym, że na Maku w Częstochowie ZAWSZE zobaczy się jakąś znaną lub znajomą twarz? To, że jest przy gierkówce, sprawia że dokują tam różne zmęczone ekipy, muzycy, aktorzy i różne inne sceniczne stworzenia. A że przez prawie 30 lat po drodze tamtędy było mnie i mojej rodzinie do naszego drugiego domu, widywałam tam różne gwiazdy i gwiazdeczki, od Wodeckiego, przez - uwaga - De Mono ;)), aż po Edzię Górniak czy Marcina Dańca... Wszyscy zawsze tak samo zmęczeni i zmierzwieni trasą. Dziś wpadliśmy tam na gościa, z którym kiedyś robiłam wywiad przy okazji jednej z premier w bb. Rany, z autoryzacją walczyłam z tydzień... Ze sztuki nie pamiętam ani słowa, a te wypowiedzi mogłabym mówić z pamięci...;)))

Brak komentarzy: