poniedziałek, 26 grudnia 2011

Seks, prochy i rock & roll

Uwielbiamy Bronisława Wrocławskiego. Wielkie szczęście nas spotkało, że jakiś czas temu widzieliśmy na żywca jego zupełnie genialne monodramy: "Czołem wbijając gwoździe w podłogę" i "Obudź się i poczuj smak kawy". Brakowało nam do kompletu tylko trzeciego (tak naprawdę pierwszego) spektaklu trójki Bogosian - Orłowski - Wrocławski: "Seks, prochy i rock & roll". Tak się to wszystko zaczyna na scenie Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi:
Wielka radocha, że wpadliśmy na to, by poszukać tego on-line... Zamiast więc świętować świątecznie w polskim stylu, oglądaliśmy naszego ulubionego aktora i kilku jego zupełnie skrzywionych, przejmująco samotnych bohaterów. Jeśli kiedyś gdzieś odbędzie się nocny maraton z Wrocławskim i jego trzema monodramami, to pojadę na niego, a po kilku godzinach jeszcze będę domagać się bisów... Ten gość na scenie to najprawdziwsze MISTRZOSTWO ŚWIATA.

Ale żeby było też świątecznie, w Wigilię późnym wieczorem zachciało się nam jechać zobaczyć naszą ulubioną panewnicką szopkę. Bohatersko byliśmy tam o 23. Tylko nikt nam, kurde, nie powiedział, że zaświecą ją dopiero w trakcie pasterki! Oczywiście o czekaniu nie było mowy. Woleliśmy się jeszcze pokręcić, pogadać. Wczoraj też z szopki nic nie wyszło, no bo Wrocławski, ale dzisiaj to już na pewno...

Przeczytałam "Dzienniki kołymskie" i żałuję, że to po prostu książka, a nie dzieło w pięciu tomach.

Z.

Brak komentarzy: