środa, 21 grudnia 2011

synchronicznie

Wczoraj wieczorem wróciłam do domu po piętnastu godzinach naprawdę wytężonej pracy. Rzuciłam torebkę, usiadłam na łóżku i się rozpłakałam. Dziwnie.
Dziś rano w biurze grzeję dłonie kubkiem z gorącą kawą. Nie mówię nic. A koleżanka, grzejąc się o swój kubek, mówi tak: "Wiesz, wczoraj wróciłam do domu, siadłam na łóżku i się rozpłakałam..."
Hm.

Do słuchania genialne "Recurring" Gaby.


Z.

Brak komentarzy: