czwartek, 19 stycznia 2012

jeszcze wczoraj

Siedzę grzecznie w pierwszym rzędzie na balkonie, wszystko widzę, na wszystko mam baczenie i kryklam w notesie. Bo to stała zależność: jak sobie podczas sztuki nie nakryklam, to później nie napiszę nic. Tabula rasa, i we łbie, i na monitorze. Na przerwę wychodzę nieprzytomna ze zmęczenia po tym dziwacznym dniu i z banalnym marzeniem, żeby wziąć leki, wsiąść do auta i wrócić do domu. Wtedy właśnie do mnie podeszła. Na oko dobrych kilka lat ode mnie młodsza i lekko wystraszona. I do mnie w te słowa:
- Bardzo panią przepraszam, ale chciałam zapytać… czy pani jest krytykiem?

Zdębiałam.

- Nie. Tak. Nie. To znaczy… jestem recenzentem – przypomniałam sobie, że jestem tam jak najbardziej służbowo i zmiotłam z twarzy minę „bez kija nie podchodź”, przywdziewając „anioł-nie-człowiek”.

- Bo widziałam, jak pani pisze coś przez cały pierwszy akt…

- Piszę, bo inaczej większość mi umknie. Pani też pisze?

- Nie, my tu przyszliśmy ze szkoły. I dlatego przyszłam zapytać… jesteśmy ciekawi, jak się pani podoba sztuka?

Zdębiałam drugi raz i w momencie poczułam kilkanaście par wlepionych we mnie z nadzieją oczu. Powiedziałam ze śmiechem, że nie mam zamiaru ich skrzywiać przed drugim aktem. Na koniec dodałam, że część tych pomysłów jest interesująca, choć zdarzało mi się już widzieć podobne elementy w innych teatrach, co trochę umniejsza efekt... A dziewczyna na to:

- Też o tym myślałam, po "Iwonie" tym bardziej. Skoro pani pisze, to który teatr pani poleca?

Powiedziałam jej, który. Bez niespodzianek. A ona:

- To ciekawe, co pani mówi. Byłam ostatnio w Chorzowie na tym ich Bułhakowie i było świetnie!

Zdębiałam więc po trzykroć, bo to była trzecia osoba tego dnia, która powiedziała dokładnie to samo (plus jedna, która powiedziała coś trochę innego). Po drugim akcie (który trwał – namiłośćboską i jezusmaria – ponad dwie godziny) pogadałyśmy jeszcze chwilę i pożegnałyśmy się serdecznie.

Z teatru na parking odprowadzał mnie Brzydal. Telefonicznie, całą drogę, bo bałam się sama lecieć taki hektar o tej porze z tymi wszystkimi betami jak jakiś uchodźca.

Po wczorajszych wrażeniach zostały mi: świadomość, że nawet z daleka wyglądam jak jakiś stary, złośliwy krytyk; niedospanie; zaległy tekst; dwie pozaklejane plastrami rany, powstałe wskutek ataku wielkiego, ciężkiego roll-up’a. To był całkiem dobry dzień:)!

Z.

Brak komentarzy: