niedziela, 1 stycznia 2012

Koniec roku z przytupem

Ale zanim był sylwestrowy wieczór, było sylwestrowe popołudnie i niemałe zamieszanie ze spontaniczną przeprowadzką na ostatnią chwilę.
Godzina 15.00 - wymyśliłem, że skoro mamy imprezować tam gdzie mamy imprezować, to pasowałoby zorganizować jakieś siedzenie i granie.
Szybka próba zniesienia gratów po przyciasnych schodach zakończona została sukcesem. Jako że graty stały w centralnym miejscu przedpokoju, nie było wyjścia. Trzeba było działać dalej.
Szybki telefon do Złośnicy celem podnajęcia pojazdu osobowo-dostawczego, co by graty zalegające w przedpokoju przewieźć do nowego miejsca przeznaczenia/zamieszkania.
Pół godziny i zajechałem pod blok ognistym rumakiem o aerodynamice porównywalnej ze średniej wielkości stodołą ;-). Grunt, że pojemny.
Na trzy razy obróciliśmy, jako że gratów dużych objętościowo było sztuk 3. Do tego z ostatnim kursem pojechała drobnica, czyli granie i inne drobiazgi.

Przed 18.00 było po zabawie, rydwan odprowadziłem, ze Złośnicą się umówiłem i do domu pognałem czym prędzej, co by dalej "rychtować się" na powitanie nowego roku.

Dalszą część opowieści sylwestrowej już przeczytaliście, więc przynudzać drugi raz nie będę...

Przy okazji składam naszym Czytelnikom najserdeczniejsze życzenia wszelkiej pomyślności z okazji Nowego Roku.

Pozdrawiam
Brzydal

Brak komentarzy: