środa, 18 stycznia 2012

list do A.

Mogłabym napisać tylko „dzięki za dzisiaj”, ale wolę napisać Ci, jak to groteskowo wyglądało od rana. Wspomniałam Ci, że ludzie z mojego działu od 8 rano chcieli, żebym już poszła na to spotkanie. Byłam zupełnie nieznośna, nie umiałam skoncentrować się na pilnych korektach (bo ja naprawdę robię najlepsze korekty w dziale, chociaż OK, po dzisiejszym Marszałku wcale nie musisz w to wierzyć), śpiewałam jakieś bzdury, a do tego co chwilę zawodziłam, że nie wiem, w co ja się wpakowałam i że mnie pewnie zabijesz. Musisz wiedzieć, że różnych gości przeżyłam w tej pracy. Komorowskiego, Buzka, ministrów, kardynałów, ale żaden nie spiął mnie aż tak jak Ty dzisiaj! Dlaczego tak było? Co mi tam, takie VIP-y… Nie mam z nimi nic wspólnego. A kiedyś poczułam, że mam coś wspólnego z tą całą akcją, że przecież jest moja, że dbam o nią jak umiem najlepiej. A do tego cała sprawa z tym blogiem. I ten ostatni wyjazd do Was. I ten świat taki cholernie malutki, że aż nie chce się wierzyć, że tak się to wszystko poukładało jak puzzle.
Dzięki, że chciało Ci się przyjechać i poświęcić nam trochę czasu. Nawet jeśli ta formuła nie do końca wypaliła, z różnych przyczyn, to uważam, że było warto i mam nadzieję, że nie żałujesz (aż tak bardzo). I cieszę się, że mogliśmy jeszcze trochę pogadać sam na sam, chociaż od jakiegoś czasu byłam święcie przekonana (i bałam się), że nigdy do tego nie dojdzie. A mnie przecież zależało (bo milion pytań i milion innych powodów). Cieszę się. A poszliśmy do Osła, bo tam czuję się u siebie. Mogłam się tam zdobyć na jakąś dozę swobody.
Wpuścili mnie do teatru, chociaż wpadłam równo z pierwszym dzwonkiem. Gdzieś w połowie pierwszego aktu dopadł mnie energetyczny kryzys i świadomość, że Ty prędzej dojedziesz do Warszawy, niż ja wyjdę z teatru. Cztery godziny! Jedna przerwa! Jak to miałam napisać? „Niestety nie wiem, co było w drugim akcie, bo dla własnego dobra wyszłam po pierwszym”? Nigdy;)! Przyznaję, że pokazali kilka interesujących rozwiązań, ale nie wiem, czy to nie za mało jak na taaaaki wielki spektakl o – jak podejrzewam – potężnym budżecie. Do przemyślenia, ale na pewno nie teraz.
Jeszcze raz dzięki za dzisiaj, szczególnie za to spokojne gadanie. Życzę powodzenia w tym pokoju na Pradze z widokiem na stadion. Pozwoliłam sobie napisać tutaj, bo pewnie znowu przyjdziesz. Przyjdziesz? Przychodź. Może jeszcze trochę, a zaczniesz zostawiać komentarze;).
Pozdrawiam.
Z.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

:)
A.