wtorek, 24 stycznia 2012

strasznie głośno, niesamowicie blisko

Gdzieś w radiu w cudzym biurze usłyszałam, że nominację do Oscara dostał film z Hanksem "Extremely Loud and Incredibly Close". Ale co??? Aaaa... Książka. Dokładnie wiem, gdzie stoi na moim regale. Pierwsza półka od góry, siódma książka od prawej. Kolejna książka to "Wszystko jest iluminacją". Bo to ten sam autor. Jonathan Safran Foer. Obok niego stoi z jednej strony David Mitchell (m.in. "Sen numer 9", czyli inspiracja piosenki "Tajfun 18", z drugiej strony lecą książki Szczygła, a za Szczygłami szeroko pojęta czeskość i tak dalej...
To było 2, może 3 lata temu. Moja krakowska przyjaciółka (choć ona tak samo jest sydneyska, amsterdamska, wiedeńska, londyńska, lisbońska i kopenhaska) podczas kolejnej naszej wymiany książek wcisnęła mi do plecaka "Wszystko jest iluminacją". I powiedziała, że z tą książką się walczy, ale że warto. Że genialna. Że absolutnie, nieprawdopodobnie wspaniała.
Było tak jak powiedziała. Jak to, ja mam walczyć z książką? Jakaś książka ma czelność walczyć ze mną? Phi! Zabrałam się ochoczo. Po 2 godzinach miałam ochotę spalić francę w kominku. Nie szło w ogóle. Obraziłam się na dwa dni. Następnie wróciłam pokornie, poprosiłam o przebaczenie i o zgodę na dalsze czytanie. Zaszeleściła tylko. I już byłyśmy przyjaciółkami, ja i ta "Iluminacja". Przeczytałam, zachwycając się każdą kolejną stroną. Później udało mi się kupić mój egzemplarz, który przeczytałam jeszcze ze trzy razy, później obejrzałam film (który w Polsce przeszedł bez echa, mimo że tyłek urywa) i nasyciłam się soundtrackiem. Gdyby nie książka, nie widziałabym filmu. Gdyby nie film, nie zakochałabym się w Gogol Bordello (i nie usłyszałabym "dzięki tobie kompletnie oszalałem... na punkcie Gogol Bordello";)). Gdyby nie ta książka, nie wygrzebałabym spod ziemi "Strasznie głośno, niesamowicie blisko" Foera. O ile "Wszystko jest iluminacją" jest jak wielokrotny orgazm, o tyle "Strasznie głośno..." jest po prostu bardzo dobrą książką piekielnie zdolnego autora. I teraz nagle słyszę, że nie dość, że zdążyli to już nakręcić, to nawet zdążyli nominować. Niesamowite. Podobno w tym roku w Polsce ma wyjść trzecia powieść Foera, "Eating animals", na którą choruję od dwóch lat. A kto słyszał o jego eksperymencie "Tree of codes"? Co on zrobił z "Ulicą krokodyli" Schulza! Rany boskie!!! Miałam kiedyś tę książkę w zasięgu ręki, dosłownie 10 minut ode mnie gadał o niej pewien znany naukowiec, ale NIE MOGŁAM IŚĆ. TAK POTWORNIE CHCIAŁABYM TO MIEĆ!!! Albo chociaż zobaczyć, dotknąć, kilka kartek przewrócić... Wracając do "Strasznie głośno..." to historia o szukaniu, o przypadku, o kluczu, znakach, ludziach. Pamiętam z niej niepokojące ciągi znaków, zdjęcia w zdecydowanie odwróconej kolejności. Ona jest o listach, słowach, obietnicach, skrawkach wspomnień, takich urwanych, poszarpanych, wyblakłych. Kreślone i pisane na nowo tytuły. Czerwone zakreślenia. O szukaniu to jest. Straszliwym i upartym szukaniu.
Nie mogę się doczekać filmu, kolejnej powieści i tej przedziwnej, nęcącej powycinanej książki.
Czekam.
Z.

ps Cholera, "Tree of codes" na allegro... Ale kosztuje tyle, co 5 czy 6 innych książek razem wziętych, więc udaję, że nie widzę... :((

Brak komentarzy: