poniedziałek, 27 lutego 2012

dobre kłamstwo na dzień dobry

Jeden z takich dni, że nawet propranolol sobie nie do końca radzi. Poniedziałek zaatakował mnie znienacka, w sposób złośliwy, ponury i szorstki. Ale dużo słońca w okna (jak w terrarium). Parę słów i godzinami brak pomysłu na reakcję. Kilka dobrych piosenek. W ramach dalszego szukania nowych nut, taka ściana dźwięku:
I ja znowu jak głową w ścianę. Kolejne spotkanie z serii próba sił. Albo próba charakterów. Trzymam się dzielnie. Godzina? Dwie? Wychodzę padnięta. Mogła być burza mózgów. Była wojna podjazdowa. Ale z mojej strony jeszcze droga daleka do machania białą szmatą. Poza tym spektakl miał być wieczorem. O 6 rano pomyślałam, że jeszcze tylko 13 godzin. Grunt to motywacja albo dobre kłamstwo na dzień dobry.

Z tym spektaklem w TVP dzisiaj to było tak, że na początku w ogóle nie miałam go w planach. Bo ile razy można (cień podejścia zdroworozsądkowego). Później chwilę może miałam w planach, ale nie, jednak nie. A następnie moja redakcja wyraziła duże zainteresowanie wydarzeniem, bo oni sobie patrzą na nasz region z daleka i widzą tu istne teatralne eldorado. Idziesz? - zapytali. Idę (napaliłam się jak szczerbaty na suchary). No to idź. Ha! Kosmos, że ktoś myśli za mnie, czy ja idę. Bezcenne. Było genialnie (pomijając tych dwóch stulatków, którzy proponowali mi różne straszne rzeczy, w tym np. ślub). Było najlepiej i najmilej. Po wszystkim wsiadłam do samochodu tak rozkojarzona, że zabijcie mnie, ale nie pamiętam, którędy wracałam.

Spać. Propranolol musi wreszcie zacząć działać.
Z.

Brak komentarzy: