środa, 22 lutego 2012

Roddy

Za dużo jednocześnie. Zagłuszam ile wlezie. Od kilku dni szukam nowych dźwięków, żeby zagłuszać z klasą. Na nowo odkrywam moje najbardziej ukochane głosy.
Najpierw Roddy Woomble. Później długo, długo nic. Roddy to moje od lat nieprzemijające zauroczenie. Zima 2003 roku. Artur Rojek w swojej audycji "60 minut" w Rock Radiu 93,6 puścił piosenkę Idlewild "American English"z płyty "The remote part". Muzyczna miłość od pierwszych nutek. Roddy został ze mną na całe lata, i na płytach Idlewild, i na solowych, wszystkich cudnie folkujących, gitarowych, zadziwiająco szczerych i obłędnie melodyjnych.
Kilka dni temu, próbując coś tam odreagować, trafiłam na piosenkę "The Quiet Crown" w wersji ze szkockiego radia BBC sprzed 3 lat. Oczywiście znałam ją z płyty "100 broken windows" (2000), ale to, co w tym kawałku na żywo Roddy robi z głosem, bije na głowę wszystko co słyszałam przez ostatnie miesiące.
Myślę: Roddy i nagle kilka niewyraźnych wspomnień tak się unosi, jakby ktoś dmuchnął w kurz na półce. Rock Radio 93,6 moje ukochane, którego słuchałam pasjami, bo prowadzili je pasjonaci. Była tam audycja Rojka, była też Podwodna Makakofonia, była muzyka, której nigdzie indziej się wtedy nie grało. Ja sama wyglądałam wtedy jak psychofan Oasis i świetnie czułam się w mysłowickim światku rozczochranych chłopaków z gitarami, koniecznie w przydeptanych dżinsach, na małych koncertach diabli wiedzą kogo. Gdy Krajowa Rada Tego, Czego Ludzie Mają Słuchać i Co Oglądać zamknęła moje ukochane radio, płakałam przez trzy dni.
Pamiętam też, jak w tym 2003 jechaliśmy na ferie do Zakopanego. Ja z przyjaciółką w jakimś zamrożonym od wewnątrz PKS-ie, a na miejscu miałyśmy się spotkać z Brzydalem. I w tym zamrożonym busie na okrągło słuchałam tej jednej piosenki nagranej z radia. Nagranej na - haaahahaha - kasetę! Walkmana nie wypuszczałam z rąk.
Byłam wtedy kilka dni po osiemnastce, to też pamiętam. Jak mnie Brzydal i ta moja przyjaciółka wywieźli na - uwaga - zamek w Będzinie i siedząc na mrozie w tych ruinach poili szampanem;)
A solową płytę Roddiego kiedyś przyniósł mi pewien bardzo sympatyczny i niezwykle przystojny redaktor jednego z muzycznych portali. Szliśmy razem robić wywiad, a on, znając moją słabość do Idlewild, przyniósł mi oczywiście niedostępną w Polsce płytę "My secret is my silence". Był rok 2006...
No nic, słuchajcie mojego Roddiego. Ja nadal w rozsypce. W mojej naprawdę fajnej pracy dzieje się coś dziwnego, czego nie umiem skumać. Lekarz (ten co ma trzy miliony lat) też mnie rozwalił. Ale przynajmniej muzyka gra dobra.
Zł.

Brak komentarzy: