niedziela, 5 lutego 2012

uwaga, Brzydal kłamie

Na wstępie pragnę zapewnić, że wszystko, co Brzydal napisze na temat wczorajszego wyjścia do teatru, jest kłamstwem. Odgrażał się i straszył mnie, ze napisze o tym na blogu. Aaa...

Jeśli napisze na przykład, że spektakl był najgorszy ze wszystkich, które widzieliśmy, to wiedzcie, że się myli, bo spektakl był czarujący. Nie zgodziłam się z jego smęceniem, a on na to: wymień chociaż… 10 gorszych! Zaczęłam wymieniać, on zmienił zdanie: wymień chociaż 15!, ale zadzwonił dzwonek i poszliśmy na drugi akt.

Jeśli Brzydal napisze, że ten znany reżyser, który siedział naprzeciwko nas, przez bite dwa akty się na niego gapił, to też jest kłamstwo. Jeśli już patrzył w tę stronę, to co najwyżej na mnie, bo może mnie już gdzieś widział;). A że Brzydal siedział rząd za mną (bo ja byłam służbowo, a on na sępa), to pewnie mu się wydawało, że ów reżyser (na którego premierę najnowszą czekam z rosnącą niecierpliwością) się na niego gapił. Słowem: kłamstwo i kalumnia!

Jeśli napisze, że aktorzy byli straszni, to też skłamie, bo aktorzy grali bardzo bardzo dobrze, cała czwórka. Choć mogłam w sumie przewidzieć, że Brz. się w takiej stylistyce nie odnajdzie. Mój błąd albo moja zanadto galopująca wiara, że inni tak jak ja szukają w teatrze nieustannych zaskoczeń.

Generalnie przez cały wieczór bałam się, że mnie zabije, albo przynajmniej porzuci i wystawi za drzwi wszystkie moje rzeczy. W trakcie sztuki swoją dezaprobatę wyrażał m.in. kopaniem w mój fotel i cichym powarkiwaniem, a później przy kolacji patrzył na mnie z wyraźną niechęcią, jakby chciał zamordować mnie frytką albo słomką wyciągniętą z coli. Powiedział też, że czuje się jak po „Avatarze”, ale nie wracajmy lepiej do tego, bo po „Avatarze” ja też mam traumę.

Ale był tam w teatrze jeden moment, że pękałam z dumy. Otóż Brzydal w przerwie, robiąc groźne miny i gestykulując obficie, w obecności świadka (w osobie Mrówki Kosmatej) powiedział tak: „Najgorzej! Naprawdę! Jestem przyzwyczajony do teatru w Bielsku! Tam mi się podobają spektakle! W porównaniu z Bielskiem, TO TUTAJ CI AKTORZY W OGÓLE NIE GRAJĄ!” I wtedy poczułam, że warto było milion razy pojechać we dwójkę do Bielska, by choć raz to usłyszeć, nawet w napadzie irracjonalnej irytacji.

Dziś znów mi to wypomniał, jak go o coś męczyłam, to powiedział, że mam uważać, bo on jeszcze nie odreagował wczorajszego teatru. Na szczęście dzień nam sprzyjał, wicie gniazda idzie pełną parą, śmiechu mnóstwo i wreszcie niespodziewanie trochę luzu w głowie. 

Plany na ten tydzień: hardkor w pracy, bo kolejne koleżanki lądują na L4, a ja dodatkowo mam jutro znowu troje Gruzinów na praktykach (przejaja, przysięgam). Do tego milion zadań, które przekazały mi te chore koleżanki. Recenzja z wczoraj, max do środy. W czwartek zamykamy semestr z czeskiego i po zajęciach idziemy do pubu, gdzie mamy zamiar udawać cztery Czeszki. W niedzielę znów teatr, ale nie wiem z kim, bo Brzydal ma traumę i boję się go w ogóle pytać, czy chce iść. Parapetówka przeniesiona na inny termin z powodu morderstwa, które w tym tygodniu popełnię na stolarzu.

Z poważaniem
Złośnica

PS Od zeszłego tygodnia walczyłam ze stroną, a) która zniknęła z sieci, b) którą się od czasu do czasu opiekuję, c) na której mi zależy, d) do której obecności już się przyzwyczaiłam, e) której teraz nikt inny by nie ruszył z różnych trudnych względów. Po kilku dniach, po napisaniu kilkunastu maili, w tym kilku o charakterze strasząco-wymuszającym i kilku jako Anioł-Nie-Człowiek, po kilku drobnych kłamstwach ("tak, oczywiście, że jestem właścicielem...") i po robieniu oczu kota ze Shreka, dziś wieczorem strona zmartwychwstała, z czego jestem bardzo bardzo zadowolona. Plus sto do skuteczności;). Ha! Filolog! :-P

1 komentarz:

Izabela Mikrut pisze...

to było nawet zabawne, przyznawać się, że jestem zachwycona :D. Od wczoraj łazi mi po głowie ta sztuka, program pcha się w ręce co pięć minut, a w głowie układają się słowa recenzji, której nie chcę pisać, bo pierwszy raz od dawna byłam w teatrze jako zwykły, najzwyklejszy widz. Chwilowo ułatwia mi sprawę katar-Niagara, nie mogę trzymać pióra, bo muszę nos tamować. Ale jak się od niego (nosa) oderwę, to kto wie... mr