piątek, 3 lutego 2012

w razie czego

Nie chcę cię, luty, naprawdę. Po tym, co wyrabiałeś przez ostatnie dni, życzę ci, żebyś się już skończył.

Niedobra atmosfera dookoła. Smutek mi siedzi na karku, że nie mam siły się wyprostować. Rozmazana cały czas. Bardzo nieprofesjonalnie. I nie ma się gdzie schować przed bezsilnością.

Książki fuj. Nie umiem się skupić. Muzyka ble. Drażni. Dni rażą w oczy. W nocy sny na zmianę zupełnie bajkowe z plątaniną niepokojących kolaży. Dzisiejszy „Ojciec Bóg” w teatrze trochę bez emocji. Tylko nie wiem, czy to przeze mnie, czy może przez te dziwne zachowania na widowni. Naprawdę, ludzie się czasem śmieją w takich momentach, że zastanawiam się, czy oglądamy to samo. Dziś tam wybuchłam śmiechem raz, przy tym tekście, że Abel siedem ran kłutych i leży w porzeczkach. Dobrze, że byłam, bo powoli zakładam kolekcję monodramów. Ale myślę, że jutro to, co na Kameralnej w TŚ, przekona mnie bardziej.

Osiągnęłam ten dziwny stan, że popołudniami i wieczorami się trzęsę i nie potrafię skumać, czy to ze zmęczenia, czy z tego nagłego załamania nastroju, czy z tych mrozów, w których nadejście tak do końca nie wierzyłam. Niespokojna jestem, za dużo rozpierduchy, na którą nie mam wpływu, zbyt mało dobrych wiadomości. Czekam.

Wizja badań nadciąga. „W razie czego niech pani to bierze” – tak powiedział dr M. kilka tygodni temu. I teraz to „w razie czego” nagle nastało, biorę więc, choć już mi w sumie obojętnie. Rozmawiałam z Szefową, która różne rzeczy już przeszła i poradziła mi, że żeby wyzdrowieć, trzeba się z tym wszystkim pogodzić i do tego dorosnąć. W moim przypadku ani jedno, ani drugie nie jest możliwe. I nie tylko o wyzdrowieniu mówię.

Ale żeby nie było aż tak smutno, to te kilka tygodni temu dr M. zapisał mi jakieś tajemnicze krople. Dwie różne buteleczki. Stoję później w rejestracji po recepty i pytam, czy można po nich prowadzić samochód. A babka w rejestracji: oczywiście, że można! Doktor po nich jeździ. Zatelepało mną ze zdziwienia, bo 1) dr M. ma trzysta pięćdziesiąt tysięcy lat, a nie wiem, czy w tym wieku prowadzenie samochodu jest wskazane, 2) dr M. sam w sobie jest najpowolniejszą istotą żywą na naszej planecie, co także w ruchu drogowym może stanowić pewien problem, 3) po powrocie do domu zgodnie z zaleceniami zabrałam się za kropelki, gdyż byłam wrakiem, a wyzdrowieć przecież chciałam, ale 5 minut po kropelkach lekko zakręciło mi się w głowie. Sięgnęłam po alkomat, który kiedyś jakiś kolega zostawił u brata i w kilka sekund wydmuchałam ponad jeden promil. Elegancko. Ważne, że doktor po nich jeździ. 4) W ulotkach przeczytałam, że mają kopa po 60% i z wiadomych przyczyn nie wolno po nich prowadzić pojazdów ani obsługiwać maszyn. Hm.

Badania zaplanowałam z premedytacją na połowę miesiąca. Niezależnie od tego, co z nich wyniknie, od razu po nich mam w planach mój ukochany spektakl.

Poczekam.
Z.

PS A od kilku dni na szyi Amor Stróż.

Brak komentarzy: