niedziela, 12 lutego 2012

zestaw Mały Reżyser

Minę miał raczej nieszczęśliwą. Nauczyłam się w takich sytuacjach strzelać lekkiego, wystudiowanego focha, żeby się trochę ogarnął. Siedzimy w aucie, ruszam.

– Ale tak z ręką na sercu, czy ja cię zmuszałam? – pytam.
– Hmm… ale tak z ręką na sercu? – odpowiada Brzydal. Nie odzywam się już, bo wybuchnę i nad miastem uniesie się wielka chmura w kształcie grzyba. Naprawdę go nie zmuszałam, nawet go nie namawiałam!

Po drodze Brz.:
– Wiesz co... Dobra, nic.

Po kilku minutach:
– Słuchaj… Nie, nic. OK.
– Móóóóóóóóóów!!!! – zachęcam łagodnie, elektryzując powietrze w promieniu kilometra
– Nic, spoko.

Czekamy na sztukę. Nad głowami lecą zwiastuny. I nagle ten z zeszłego tygodnia. Brzydal nie wytrzymuje.
– Wiesz co, od tej dzisiejszej sztuki zależy to, czy jeszcze kiedykolwiek na cokolwiek przyjdę do tego teatru – słucham tego ze zgrozą, bo wiem aż za dobrze, że z niego pamiętliwa, nieustępliwa i uparta bestia. – I jak będzie strasznie, to napiszę o tym na blogu. I o tym sprzed tygodnia też napiszę. A na koniec posta napiszę jeszcze raz o tym, gdzie są dobre spektakle – dodał. Jeden dzwonek, drugi, nie ma już wyjścia. Jest wejście.

Po dziesięciu minutach spektaklu wiem, że jest OK. Brzydal się śmieje. Śmieje się sto osób na widowni. Po chwili łapię się na tym, że sama się śmieję. I naprawdę wiem z czego. Jest dobrze.

Tydzień temu Brz. wyparował na przerwę i groził, że nie wróci. A dziś?
– Chodź – zamykam torebkę i chcę wyjść.
– A po co? Mi tu dobrze. Siadaj – odparł mój luby i nawet nie drgnął. I chyba się czuł jak u siebie, bo jakimś cudem oba te spektakle przesiedział w jednym i tym samym fotelu. 

Nagle mówi tak:
– A gdyby to w Bielsku grali, to kto by zagrał Allana?
– Jak to kto? Tomek Drabek – odpowiadam, jakby to było absolutnie jasne i oczywiste.
– A Dicka?
– Hmm… Sławomir Miska? Nie wiem…
– Może Rafał Sawicki! – stwierdza Brz., który jest Sawickiego fanem. – Mógłby wtedy zagrać razem z żoną.
– Ale Bogarta nie wiem kto by zagrał… – mruczę bardziej niż mówię, na samą myśl o tym, jak to gra Grzegorz Przybył, jak w ogóle gra Grzegorz Przybył, jak ogólnie rzecz biorąc mówi swoim obezwładniającym głosem Grzegorz Przybył (na „Hamlecie” przybyłowałam się do woli…). – Może Abrahamowicz, hm?
– Tak. Zagrałby. Dobre.

Nie pytałam, kto by to reżyserował, bo najwyraźniej reżyserowałby Brzydal.

Spektakl pstryk! zniknął niespodziewanie i trochę za szybko, choć trwał ponad 2 godziny. Na koniec widzieliśmy coś absolutnie pięknego. U góry siedziało trzech facetów od światła i dźwięku. Przez cały spektakl widać było, że się całkiem dobrze bawią w pracy, kołysząc się do kolejnych kiczowatych piosenek i strzelając do siebie rozmaite miny. Na sam koniec światło powoli gasło, dźwięk już zanikał i w momencie, kiedy na Scenie Kameralnej została tylko ciemność, oni tam u góry przybili sobie piątkę. Czy ktoś to widział poza nami?

Dobrze było, mili państwo. Żal byłoby mi tego nie obejrzeć.
Zet.

Brak komentarzy: