środa, 7 marca 2012

jak?


- Jak się czujesz?
- Hm. Szczerze? Jakby mnie coś połknęło i wypluło. Jakby moim największym wyczynem było zmuszenie się do wstania z łóżka. Czuję się tak, że zazwyczaj marzę o tym, żeby wieczorne leki wziąć już popołudniu. No i mam puls jak dwoje czy troje ludzi razem wziętych. Nie mam pojęcia, do czego to prowadzi. Ale nie myślę o tym, dopóki mnie ktoś nie zapyta. W porządku, dzięki.

Ale ale… wczorajsza ekstremalnie służbowa kolacja z Włochami niespodziewanie bardzo udana. Spodziewałam się raczej językowo-towarzyskiej kompromitacji, bo umierałam ze strachu z powodu poczucia galopującej niestosowności czasu, miejsca, akcji i bohaterów… Na szczęście mnie samą zaskoczyło jak dużo pamiętam i jak dużo rozumiem, mimo tej przerwy w nauce i mimo tego, że moi mili rozmówcy używali słownictwa specjalistycznego i oficjalnego. Była między nami osoba, która mówiła tylko po angielsku i najlepsze było to, że jak jej brakowało słowa po angielsku, to ja je dorzucałam po włosku (na przykład rzecznik praw obywatelskich... nie mam pojęcia, jak to powiedzieć po angielsku, a uszyłam to po włosku, tak że nawet Włosi byli w szoku;)). Ale bardzo byłam grzeczna i milutka, jak jakaś Złośnica do towarzystwa. Po trzech godzinach najpoważniejszy z Włochów zarządził, że zabierają mnie ze sobą, do pracy w takiej instytucji jak moja, ale w Neapolu. Kuszące.

Dość pracy na dziś. Muzyka!
Zł.

Brak komentarzy: