środa, 14 marca 2012

przerwa na festiwal

Tak, oczywiście zdaję sobie sprawę, że mieć bloga i nie pisać bloga nie ma większego sensu. Mam też świadomość, że brak nowych postów powoduje wiele skutków ubocznych, m.in. spadek czytelnictwa, rozdrażnienie czytelników powracających i zmniejszenie się liczby nowych czytelników. Obiecuję, że napiszę o Interpretacjach jak to wszystko się skończy...
To oczywiście przez Interpretacje zapominam o istnieniu bloga. Żeby jakoś zorganizować swoje życie w tym tygodniu, ustaliłam sobie banalny schemat, którego się trzymam i który już 5 dni nieźle funkcjonuje. Wygląda tak: sen - praca - tekst - teatr! - tekst - sen - praca - tekst - teatr!... i tak w kółko. Trzymam się dzielnie, chłonę festiwalową atmosferę, choć nie bratam się zanadto, choć niektórzy próbowali. Oglądam, wzdycham, skrobię w notesie po cimoku, a kolejnego dnia w pracy (niewyspana, rozczochrana, nieobecna) opowiadam koleżankom (których to kompletnie nie interesuje), jak było, z jakimi emocjami się wiązało i czy powodowało urywanie tyłka czy atak ziewania.
Muszę przyznać, że wielką przyjemność odnajduję w oglądaniu spektakli z aktorami, których nie znam, sztuk tych reżyserów, o których wcześniej co najwyżej czytałam. Kilka twarzy do zapamiętania na dłużej. Cały ten tydzień do zapamiętania.
Zł.

PS Brzydal otrzymuje od mnie raczej krótkie teatralne komunikaty, najczęściej "lepiej, że ze mną nie byłeś..." W zamian za to ja dostaję różne dobre wiadomości, np. "podłączyli nam internet. nawet działa". Odwdzięczam się niusem dnia: "mamy odkurzacz!" :) I jak tu żyć teatrem, jak mam ochotę pakować walizki?

Brak komentarzy: