środa, 4 kwietnia 2012

fever

Jako że przespanie się z problemem nie przyniosło oczekiwanych efektów, jednak jeszcze wczoraj wylądowałam u lekarza. Efektem wizyty jest siata leków i szeleszczące L4, przez które do pracy pójdę dopiero po Świętach. Poprosiłam znajomych, by mnie zaczepiali, co nawet ochoczo robią. Dzięki temu jeszcze nie umarłam z nudów.

Gorączka przynosi rozmaite zabawne efekty uboczne. Dziś w środku nocy, gdy Brzydal zaczął kichać (alergia wciąż nierozpoznana i mam nadzieję, że to nie jest alergia na dzielenie łóżka ze mną), wybudzona spojrzałam na niego z wyrzutem i tonem nieznoszącym sprzeciwu zapytałam: „czy nie mógłbyś tego robić ciszej???” Wczoraj wieczorem zmuszałam go do pójścia ze mną spać o 22, by przez kolejną godzinę z każdego możliwego powodu wybuchać śmiechem, trząść się i zawłaszczać drugą kołdrę. Poza tym nad głowami metodą chałupniczą, za pomocą miliona kabli, zainstalowałam nam sprzęt grający. Ale zapomniałam przywieźć pilota, więc sterowałam nim za pomocą wyciągania wtyczki z kontaktu. Brzydal chyba nie wziął sobie do serca moich nocnych ekscesów, bo co prawda przyznał, że jestem najgorsza i że gorszych ode mnie nie ma, ale za to o 6 rano zrobił mi herbatę. W termosie.

Przyznaję, że średnio się tak siedzi godzinami w pustym mieszkaniu. Trudno mi na czymś skupić uwagę, nawet do książek mnie nie ciągnie, a przecież mając znienacka tyle wolnego czasu mogłabym pożerać jedną dziennie z tego stosiku to-read. Nic z tego. Myślałam, że pouczę się czeskiego, ale jako zamiennik włączyłam nieustannie wspaniały „Rok Diabła”. W jednej ze scen jest jakaś wersja demo moich ulubionych „Rakiet”. Czy ktoś jakimś cudem dysponuje takim nagraniem w dowolnej jakości? Czy krążą gdzieś demówki Nohavicy, o których nie mam pojęcia?


Za tydzień teatr!


Zł.

Brak komentarzy: