sobota, 21 kwietnia 2012

sweter na złom

Jeśli jesteście ciekawi, co dzieje się z rzeczami pranymi w temperaturze o 10 stopni przekraczającej dopuszczalną, nie sprawdzajcie. Doceńcie, że już sprawdziłam to dla Was.



Swoją drogą, co za bałwan wymyślił nadruki, które nie wytrzymują nic powyżej 30 stopni? I to nadruki na męskiej bluzie, a nie na jakimś tam koronkowym obrusie z Koniakowa! Jestem w szoku. Brzydal także, tym bardziej, że to on rzeczone draństwo z pralki wyciągał. No i to o jego bluzę się rozchodzi.

Mój szok przechodził następujące fazy:

1. Faza wyparcia: To niemożliwe – powiedziałam bez mrugnięcia okiem, patrząc na smętnie zwisające jasne strzępy.
2. Faza kajania się: Przepraszam! Przepraszam!
3. Faza technologiczna: Nie wpadłabym na to, żeby na wielką, ciężką bluzę przykleić jakieś chińskie, foliowe dziadostwo…
4. Faza pocieszenia: Ale ta plama kleju wygląda całkiem estetycznie…
5. Faza artystyczna: (śpiewnie) „oparłam się o ogrodzenie…

Szok Brzydala nie przechodził w ogóle żadnych faz. Patrzył tylko to na bluzę, to na mnie, zupełnie bez emocji, nawet wtedy, kiedy ja już tarzałam się ze śmiechu, śpiewając „sweter na złoooom…” (pisałam już, że są tylko dwie rzeczy, które są mi jeszcze bardziej obce niż śpiew? Taniec i matematyka).

Znając destrukcyjną moc pralki, ciemna strona mojej osobowości zastanawia się, jak to można wykorzystać...

Ściskam
Złośnica





1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Dobry blog :) miło się czyta! i oczywiście składam najszczersze wyrazy współczucia w związku ze zniszczoną bluzą. na pocieszenie dodam, że ludzki łeb to dość kreatywne narzędzie, więc można ten mankament jakoś załatać ;)