poniedziałek, 18 czerwca 2012

jezioro

Jezioro

Jak odnajdziesz mokrą nutę w kropli głosu?

Masz usta złożone do snu,
a tu próchno świeci w oczach, w kwiatach ognie -
Skrajem jawy uciekać musisz,
bo się zgubisz w ostrych liliach, nie powrócisz,
bo w jeziorze stopisz włosy i sen zmoknie.

Jak odnajdziesz mokrą nutę w lustrze nowiu?

Masz usta złożone do snu,
a tu sieć, a tu mróz, a tu blask -
Blask łzę rzeźbi i różową siecią łowi,
nie chodź w lilie - jesteś boso,
wróć się jeszcze, sen rozgarnij póki czas.

Czy odnajdziesz, czy zrozumiesz, że jej nie ma?
Każda nuta sięga dna, a najgłębsza - mokra,
syczy próchno, oczy pali, w kwiatach blask,
zasłoń oczy, kwiaty uzdrów - bo cię ziemia
snem ominie, strąci w lej i zamieni w kroplę.

Daj się baśni poprowadzić, gdzie na spodzie kule gniazd,
gusła w pąkach, sine ryby jak wieczornych świateł nurt,
trzciny lękiem wędrujące pod melodię wody bór -
każ się baśni poprowadzić, a wzorzysta będzie baśń - - -

Może nie wiesz, pewnie nie wiesz, jest w jeziorze zwierz -

Kiedy staniesz kruchą twarzą nad kielichem lilii,
odwróć skronie - ogień pryska, więc nie próbuj się pochylić,
bo nie wrócisz, bo pod stopą próżnia zamiast mostu,
a to woda, tylko woda - a gdy weźmie, już nie odda -
może nie wiesz, pewnie nie wiesz:
masz usta złożone do snu.

Zwierz ma kudły z długich wierzb, a na grzbiecie plamkę,
nie wierz nutkom, nawet tej, co ma skrzypki blade -
Skrzyp po fali, skrzyp po rzęsach i w jezioro ciężka łza
pada z pluskiem, łuski wodzi, sen zamyka, gasi blask - - -

Skrajem jawy uciekaj, uciekaj,
bo zwierz z toni odmyka powieki -

nie odnajdziesz, bo głęboko, bo bez dna.

(Tadeusz Gajcy)

Ty dzisiaj idziesz później? Pół godziny później (dotarło do mnie, jaki za oknem majaczy dzień tygodnia, gdzie mam jechać i po co). Strasznie dzisiaj spałaś. Jak to strasznie? (zaintrygowana wyciągnęłam nos spomiędzy poduszek) No strasznie, rzucałaś się całą noc i dwa razy podnosiłaś się tak sztywno jak wampir i jeszcze twierdziłaś, że mówiłem do ciebie „chodź, chodź”. Proszę cię... (wyraziłam powątpiewanie, choć wiem, że to zupełnie możliwe) Tak było! Skrajem jawy uciekaj, uciekaj, bo zwierz z toni odmyka powieki… (wymruczałam sama do siebie, bo świadek moich nocnych niepokojów jak zwykle wcześniej ode mnie wziął się za bary z codziennością). Chcę ten wiersz, natychmiast! Dobra, za chwilę. Z czeluści internetu w komórce wygrzebałam go dwie godziny później na jeszcze pustej, jeszcze chłodnej i jeszcze spokojnej auli, jeszcze makijaż miałam nierozmazany i koturny były jeszcze całkiem wygodne. I nastrój jeszcze znośny. Nie powinnam taka zwichrowana czytać Gajcego, nie powinnam też słuchać Natalie Walker i nie powinnam milczeć, kiedy wydaje mi się, że to, co chcę powiedzieć, może być ważne. Oczywiście setny raz czytam Gajcego, słucham Walker i milczę, zupełnie jakby nie było tematu.
Z.

Brak komentarzy: