wtorek, 3 lipca 2012

chat noir

Chciałam tu napisać, że całkiem fajny ten Brzydal, że kreatywny, że umie mnie słuchać i że wie aż za dobrze, co mnie zmiękcza i co nadaje mi z powrotem ludzkich cech (i jemu też), ale istnieje prawdopodobieństwo, że jak to przeczyta, to już zupełnie mu się we łbie poprzewraca z samouwielbienia...
Ale poniżej efekty dzisiejszej kreatywności Brzydala:

fot. 1 - na jednej z naszych ścian Chat Noir o wymiarach 60x90

fot. 2 - i jeszcze dwa o wymiarach 2x3

Czarny Kot mnie rozwala, kojarzy mi się z jakąś zadymioną paryską sceną, z językiem, którego nie rozumiem ni w ząb i z ulotną elegancją, która dawno już przeminęła. U nas Czarny Kot wisi w otoczeniu kabli, na których kiedyś pewnie będą jakieś lampy. Mało to wszystko wytworne. Zawsze mi się podobał, zawsze chciałam go mieć, no to teraz mam trzy.

Poza tym okazało się, że mam bardzo dobry wpływ na Brzydala, bo też zaczął nosić irokeza. A w niedzielę zabrał mnie do Bielska, choć nie mam pojęcia, po co.

Teraz siedzi tu obok i z zadowoloną miną za pomocą pilota do wieży puszcza znajome "uje, uje" z "Soldata" 5'nizzy... I jeszcze mówi, że te "maje rany" z piosenki to są takie wielkie krzaki majeranku, czyli majerany właśnie.

Napisałabym jakiegoś posta o zakończonym sezonie teatralnym, ale Brz. skutecznie mi to uniemożliwia. Ale pamiętam o tym.

Dobranoc
Z.

Brak komentarzy: