wtorek, 31 lipca 2012

dzwoni A.


Telefon rozbłysł, jasno i wyraźnie wyświetlając, że dzwoni A. Mnie też wszystko w głowie nagle rozbłysło, bo mało kto od lat niezmiennie kojarzy mi się tak dobrze jak A., z którym mimo kilkunastu lat różnicy zawsze dogadywałam się świetnie, a nawet zdarzało nam się hodować jakieś drobiazgi na granicy między tajemnicami i konszachtami. I nagle dzwoni po iluś tam tygodniach czy miesiącach. Nagraliśmy tę płytę – wypala od razu do słuchawki, a ja słyszę, że cieszy się jak nastolatek. I nakład, i słuchaj, bo wiesz, skończyliśmy, tłoczenie i zdjęcie na okładce, no i strona, zobacz jak wygląda, ale płyta, gotowa jest i wiesz co, przyda się na koncertach, i wiesz, bardzo mi się podoba, nie spodziewałem się, że aż tak, musimy się spotkać. Dzwonisz tylko po to żeby mi o tym powiedzieć? – pytam. Pewnie! M u s i a ł e m ci powiedzieć! – mówi tak, jakby to było najbardziej na świecie oczywiste, a ja myślę, że „wystarczy hasło, skrót, tytuł, bzdura i od razu wszystko wraca…” Postaram się jak najszybciej mieć dla ciebie płytę – zapewnia mnie uroczyście, zupełnie jakby miesiąc w jedną czy w drugą stronę robił mi jakąś różnicę. Daj spokój, nikt tak jak wy nie uczył mnie cierpliwości tak długo. Wiem, wiem. Po odłożeniu telefonu jeszcze na trochę zostaje mi w głowie coś jasnego. Musiałem ci powiedzieć…
Na tę płytkę pewnie jeszcze trochę poczekam, ale żeby nie uschnąć na muzycznej pustyni zamieszczam Amandę Palmer, której nie mogę się pozbyć. Absolutnie genialny kawałek z gatunku zagłuszaczy codzienności i do tego obłędny klip. Koniecznie do końca!
 Z.

Brak komentarzy: