piątek, 13 lipca 2012

maleństwo


Jakie słodkie maleństwo! Kilogram waży zaledwie i jeszcze nie wiem, jak to to w rękach ułożyć ani jak trzymać na kolanach. Poznajemy się dopiero, a obok wygaszaczem ekranu mruga wyraźnie obrażony mój własny laptop. Bo maleństwo ma 10 cali, błyszczy całe i pachnie nowością. Czailiśmy się z Brzydalem na taką inwestycję od miesiąca, miotając się pomiędzy wersją budżetową a zupełnie wydumanymi oczekiwaniami. Efekt tego taki, że maleństwo jest już u nas i je sobie nawzajem wyrywamy. Musimy poznać się lepiej przed urlopem (tzn. ja i maleństwo, bo Brzydala trochę już znam), żeby nikt nikomu jakiegoś numeru nie wyciął. Tapetę już nawet zarządziłam ("Wszystko jest iluminacją" oczywiście). 
Tylko klawiatura tutaj jakaś inna. Myślę jedno, wyświetla się drugie. To jak w życiu trochę: chcę powiedzieć jedno, a rozumieją drugie.
Phi!
21 dni do urlopu.

Z.

Brak komentarzy: