sobota, 25 sierpnia 2012

kolaż


Ilekroć ktoś znajomy wracał z urlopu, to słyszałam biadolenie, że niby to były dwa tygodnie, ale jakoś tak szybko minęły, że w ogóle się tego nie czuło. Nas też nie było dwa tygodnie, a ja odczułam to tak, jakby minął miesiąc. Po pierwsze, zobaczyliśmy tak dużo, że mogłoby się to wydawać niemożliwe, a po drugie zdołałam tak odpocząć psychicznie, jakbym faktycznie miesiąc nie chodziła do pracy. Do tego stopnia wszystko mi się w głowie poukładało na nowo, że już nawet nie jestem pewna mojej rezygnacji z dalszej nauki czeskiego od października…

Został mi w głowie natłok kadrów, dźwięków, zapachów i smaków, kolaż twarzy i zasłyszanych na ulicy słów, dźwięk migawki i uczucie przypierającego do ziemi słońca. Morska sól w gardle i karpacki chłód na czubku nosa. Dziesiątki przegadanych godzin, wybuchy śmiechu, których nie da się zahamować, przytulność ciężkich hotelowych zasłon, gwałtowna senność i pierwsze otwarcie oczu nad ranem i ta sekunda, kiedy przez głowę przelatuje myśl, że nie wiem, gdzie jestem.

Spodziewałam się, że powrót do biura będzie miał niewiele wspólnego z miękkim lądowaniem, więc wysępiłam jeszcze jeden dzień urlopu... 

No i nauczyłam się gotować obłędną mamałygę. Jeśli ktoś ma smaki, mogę podzielić się proporcjami.

Teraz cała zabawa polega na tym, żeby nie dać sobie tego wszystkiego zbyt szybko odebrać. To znaczy nie tej mamałygi;), tylko tego całego rumuńskiego kolażu. Staram się jak mogę.

Do słuchania przypadkowe odkrycie Ewert and The Two Dragons z Estonii. Znalezione przypadkiem w związku z tym, że przyszłoroczny urlop jawi mi się jako podróż marzeń po Litwie, Łotwie i Estonii... Piosenkę "Sailor man" wrzucam w wersji albumowej i w dwóch wersjach live, bo nie mogę się zdecydować, która powoduje największe ciary. Wspaniałe, melodyjne, ciepłe, trochę rozczochrane i bardzo, bardzo moje. Zł.


Brak komentarzy: