wtorek, 7 sierpnia 2012

Rosa Montana. Alba Iulia


Mamy problem ze skalą. Ilekroć wydaje się nam, że miasto będzie do ogarnięcia, to wpadamy najpierw na rozległe, beżowe i zakurzone przedmieścia, przebijamy się do tętniącego ruchem centrum i dopiero gdzieś w tym wszystkim odnajdujemy cytadele, mury obronne i zabytki tak wielkie, że nie mieszczą się w kadrze. Wczoraj było tak samo. Współczesna Alba Iulia jest równie porywająca co hmm… centrum Dąbrowy Górniczej, ale wszystko rekompensuje położona nieco z boku cytatea, która klimat ma trochę jak Jasna Góra, a trochę jak Wawel. Z tym, że jest z cztery razy większa, czystsza i lepiej utrzymana. No i pusto… Twierdzę otaczają podwójne mury o gwiaździstym kształcie, między nimi pociągnięto alejki, oczka wodne z kolorowymi rybkami, knajpki, ścieżki rowerowe. Na górze królują katedra i sobór, zupełnie jakby prześcigali się, kto wybuduje coś bardziej okazałego i czyje pieśni będzie lepiej słychać. Patrzę na ten rozmach i dociera do mnie, jak potężni musieli być władcy, którzy żądali takiego właśnie otoczenia. Zostajemy tam kilka godzin, do czasu, aż miejscowi zaczynają wylegać na ulice, zachęceni spadającą temperaturą (33 stopnie wieczorem, luksus).
Problem ze skalą dopadł nas też w Rosa Montana. Naczytaliśmy się, że chcą tam wysadzić w powietrze kilka gór i wysiedlić kilka tysięcy osób, żeby stworzyć absolutnie gigantyczną odkrywkową kopalnię złota. Sposób wydobycia nie pozostawia złudzeń: zmiany będą katastrofalne i nieodwracalne. Oczywiście mieszkańcy i ekologowie są przeciwko, coraz więcej polityków jest za, w internecie stworzyło się nawet coś na kształt ruchu oporu, ale w miasteczku tego niestety nie widać. Widać tylko setki banerów i plakatów przekonujących o słuszności działań Gold Company, o tym, że dają kasę na badania archeologiczne, odnawiają kamieniczki, unowocześniają infrastrukturę, a to wysadzanie gór to tylko tak przy okazji. Po wiosce kręcą się dziesiątki ubranych w żółto-zielone uniformy robotników, górników i innych pracowników firmy. Mieszkańców nie widać w ogóle. Tylko z jednego okna wychyliła się do nas dziewczyna, która opowiedziała nam trochę o tym, co ważne i nawet z tego okna podała nam duże naklejki z ociekającą krwią górą i podpisem: ocalcie Rosę Montanę. Chociaż nie wierzę, że ktokolwiek może ją ocalić. Wygląda to tak, jakby klamka zapadła.
Sibiu, nadciągamy! Jak wspaniale pisze się w samochodzie...:)
Z.

PS A do wcześniejszych postów dodałam garść zdjęć...



Brak komentarzy: