czwartek, 27 września 2012

czas wrócić

Ludzie zaczęli się wokół mnie kotłować. Chyba że to ja się zakotłowałam? Nie ma to jak mieć najlepszą przyjaciółkę w zasięgu wzroku z kuchennego okna, a nie widzieć się 2 miesiące, a może i 3. Ale uwielbiam te nasze powroty. Jakby nic, jakbyśmy dopiero co, no przecież. Daj spokój. Powrót był więc wielogodzinny, wielce radosny, urozmaicany szczekaniem psa marki chihuahua i ratowaniem greckiej gospodarki za pomocą spożywania greckiego wina. Bardzo dobrze.

Ale tylko z nią mogę sobie pozwolić na takie przerwy we wzajemnym nadawaniu. Z nikim innym to nie wypala. Ze wszystkimi innymi, z którymi tak próbowałam, musiałam się pożegnać. Idź i nie wracaj.
Skoro już udaję istotę społeczną, dopadł mnie też pewien ślub, który był całkiem ładny i momentami nawet zabawny, bo okazało się, że Brzydal i ja nie jesteśmy jedynymi osobami w całym kościele, które niespecjalnie wiedzą, co się tam robi. Chociaż Brz. ostatecznie skapitulował i opuścił świątynię pod pretekstem, że pomoże kumplowi zająć się dzieckiem. To nic, że dziecko ma 3 miesiące i życie upływa mu na spokojnym spaniu. I to naprawdę nic, że Brzydal tego dnia w ogóle pierwszy raz w życiu widział z bliska takie dziecko i nawet je trzymał na rękach. Hm.
W pracy ekstremalnie. Wczoraj wpadłam w panikę, bo niespodziewanie dostałam coś naprawdę wielkiego do ogarnięcia, ale dzisiaj już się opamiętałam i w pracoholicznym szale wyszłam z pracy dopiero po 12 godzinach. Nie musiałam, ale chciałam i w tym chyba tkwi tajemnica nadgodzin: jeśli nikt nade mną nie wisi, mogę w ciemnym biurze kwitnąć tyle ile trzeba. Szelest notatek, szum komputera i cisza stuletnich korytarzy. Chce się wracać, jutro na 7.30.
Potwornie chce mi się jechać do Cieszyna i do Bielska, zbyt długo już tam nie byłam. To tak jak z tą przyjaźnią i wracaniem do siebie. Trzeba czuć kiedy wracać. To co, w niedzielę? Hm. A Brzydal jeszcze nie wie, że w przyszłą sobotę idziemy na premierę. Najwyraźniej to już ten czas, żeby wrócić na widownię, gryzmolić po ciemku i przeżywać jak nic innego.
Dobrze, że tyle się dzieje. Tak lubię. Poza tym im więcej wokół mnie, tym mniej miejsca na myśli, do których może byłoby lepiej, żebym nie wracała.
Zł.

Brak komentarzy: