niedziela, 2 września 2012

tyta


Intensywnie. Dużo pracy. Wiary albo niedobory, albo na styk.
Koniec wakacji.
Pamiętam, że jak po którychś tam wakacjach zaczynałam studia, to dostałam od rodziców tytę.
Początek sezonu tuż tuż.
Benefis Kalusa. Brzydal mnie wyciągnął.
Monsters na ChTO. Żal było na to nie wrócić.
Wczoraj dwunastogodzinny plener. Kilka uśmiechów na odległość.
Na wyciągnięcie ręki tysiąc osób, a ja te uśmiechy gdzieś tam, w przestrzeń.
Dzisiaj dwunastogodzinny spadek formy. Bez sensu.
Ale w ligockich ciemnościach dostałam fajną płytę od fajnego artysty.
Kto pamięta wpis o tym, że koleżanki z pracy robiły mi z przyczajki zdjęcia rozwodowe?
No to ten sam. Do zobaczenia znów.
Chce mi się już wrócić na widownię.
Może Amadeusz na otwarcie?
Zgubiłam program Bulwaru zdradzonych marzeń.
Nie ma go w pudle w programami.
U rodziców też nie został. Hm.
Bulwar w głowie, bo od tłumacza dostałam jakąś pierwotną polską wersję Winter.
Tori słucham jeszcze tego.
I fantastycznych dwóch smoków. Rozbrajają mnie.
Tu było ostatnie zdanie, ale je wycięłam.
Dołek trochę.
Zł.

Brak komentarzy: