sobota, 6 października 2012

komentator

- Jestem znanym i nielubianym komentatorem życia teatralnego! - donośnym głosem wypalił szczerze Brzydal, gdy po dzisiejszej premierze pospiesznym krokiem opuszczaliśmy budynek teatru w Mieście na Zet. Ja sama byłam w ciężkim szoku, co takiego stało się na tej scenie, co zmusiło 90% widowni do podniesienia odwłoków i klaskania z radością, której nie rozumiałam. Co się stało i czy możliwe, że mi to gdzieś umknęło?
- Żałuję, że nie było przerwy - dowalił ze śmiechem Brz. - bo może bylibyśmy wcześniej w domu. - powiedział to pewnie dlatego, że przed spektaklem opowiadałam mu, jak pewien znany dramaturg podprowadzał mnie kiedyś pod Teatr Śląski, gdzie miałam obejrzeć czterogodzinnego "Hamleta" i zastanawialiśmy się wspólnie, czy tam wysiedzę, czy nie ma szans. A ów dramaturg wspominał dawne czasy, gdy pisał w recenzjach, że niestety nie wie, co było w II akcie, bo w przerwie opuścił budynek teatru. Przerwy nie było, a nawet gdyby była, to zmusiłabym tego szydercę, by siedział cicho i nie marudził. Muszę to przemyśleć. Choć Brz. twierdzi, że nie ma czego, bo to według niego - uwaga - najgorsza sztuka sezonu. Odważnie, zważywszy na to, że to dla niego pierwsza w tym sezonie, a więcej póki co się nie zapowiada: chyba przestanę go ze sobą zabierać, bo w drodze powrotnej rozpętaliśmy taką dyskusję, że groziło to jeśli nie karambolem na A4, to rozwodem na pewno.
Mam bardzo poważne wątpliwości, o co kaman i po co. Mam też deadline i pustkę w głowie.
Brz. zaproponował, że napisze to za mnie.
Hmmm...
Z.

Brak komentarzy: