sobota, 8 grudnia 2012

Lisior

Chcę Wam przedstawić Pana Lisa, którego ożywiła dla mnie moja Mama, gdy któregoś dnia przyszłam do niej i wyraziście gestykulując opisywałam coś długaśnego, mechatego i z poczciwą mordą, co koniecznie muszę mieć, bo inaczej nie przetrwam zimy. A że moja Mama dysponuje bardzo wieloma talentami (w przeciwieństwie do mnie), ochoczo wzięła się do pracy, zrobiła kilka próbnych mordek i uszek, później stukała bambusowymi drutami, a na koniec z zimną krwią zamordowała pluszową owieczkę, aby pozbawić ją oczu i noska. Efekty tej pracy są takie, że Pan Lis robi szał na żywo w Sosnowcu i Katowicach, a także zdalnie we wszystkich odległych krajach, do których sięga mój facebook. W Ekwadorze na przykład okrzyknięty najfajniejszym szalikiem świata. I chyba tak właśnie jest. Nawet sam siebie potrafi chapsnąć w ogon.
Pan Lis tak wygląda w plenerze:

Potrzebuję pilnie dla niego jakiegoś fajnego imienia, bo Brzydal nazywa go Lisior Wisior lub jeszcze gorszej: Lisior Sisior. Tak być nie może.
Zł.

1 komentarz:

Izabela Mikrut pisze...

OcaLis. Taki lis, który ocala.