czwartek, 31 stycznia 2013

Bardzo Ważna Data

- Spóźnię się jutro pół godziny - poinformowałam wczoraj szefową sms-em. - Muszę być rano w laboratorium.
- Spoko. - nadeszła odpowiedź. - I tak wiem, że to nie badania, tylko kac, jaki będzie cię męczył po dzisiejszej imprezie.
Taka profetka. Pfff. Co gorsza, trochę mi to wykrakała. Ale tylko trochę. A impreza była piękna, głośna i wesoła, co dobrze rokuje przed zdecydowanie większym spotkaniem w sobotę.
Poza tym nadeszła radosna wieść, że 15 lutego idę na spektakl, na który czekam jak głupek i jaram się od miesięcy. Wieść nadeszła na maila dokładnie wtedy, gdy nadeszła szefowa, która mimowolnie stała się niemym (bo w szoku) świadkiem mojego wybuchu entuzjazmu. Objawiło się to piskiem, potokiem słów i przerabianiem obrotowego krzesła biurowego w karuzelę w otoczeniu tych wszystkich plakatów, które mam wokół stanowiska pracy. Wieczorem podobny cyrk odstawiłam w domu, próbując wytłumaczyć Brzydalowi gdzie idę, na co, kiedy i czemu bez niego, co z kolei z jego perspektywy mogło wyglądać jak jeden z objawów stanów maniakalno-depresyjnych, z naciskiem na tę euforyczną fazę. Z niewzruszoną miną upewnił się tylko, że nie chodzi o najbliższy piątek, bo przecież jesteśmy umówieni na huczne obchody rocznicowe, w ramach których idziemy na w ogóle nieromantyczny premierowy pokaz "Drogówki".
Dziś pozostało mi przedrocznicowe przerysowane podpuszczanie, któremu z przyjemnością oddaję się co roku, zupełnie jakbyśmy mieli 16 lat i pierwszą rocznicę, a nie... o rany.
- Wiesz, jaka jest jutro Bardzo Ważna Data? - zaatakowałam Brz. wiadomością tekstową. Odpowiedź przyszła zaskakująco szybko:
- 1 lutego 1411 zawarto I pokój toruński kończący wielką wojnę pomiędzy Polską a Zakonem Krzyżackim.
- No tak, coś jeszcze? - odparłam, tłamsząc myśl, że może powinnam to wiedzieć, skoro mam maturę z historii.
- Tak. W 1538 roku polskie chorągwie pograniczne poniosły klęskę nad rzeką Seret w bitwie z wojskiem mołdawskim.
Super. Naprawdę jest co świętować!
Zł.

Brak komentarzy: