sobota, 9 lutego 2013

tele-pstryk

Zmiana telefonu wymusiła na mnie porządki w nokii. Porządki w kontaktach, wiadomościach i fotkach. Smsy, mmsy, esy floresy, ile wspomnień, chronologicznie, w takim porządku, na który moja głowa sama by nie wpadła. Przejrzane na szybko, o rany, rany rany, jak to możliwe, trochę śmiechu, trochę tęskno, kręcę głową z niedowierzaniem, to już tyle czasu? I wszystko prywatne, nawet gdy służbowe, to raczej "prywatne". Czasem tylko kilka słów, a ja pamiętam, jak miękłam w sekundzie, nieprofesjonalnie, niewspółcześnie, niepotrzebnie. Tak mi jakoś cieplej przez chwilę, ale klik i znika, nie zostawiam ani słowa. Nie wrócę do tego już. Fotki to co innego. Nie sądziłam, że robię AŻ TYLE zdjęć telefonem. Na kompa zrzuciłam ich blisko tysiąc. A poniżej setka. Ważne, nieważne, zabawne, o czymś, o niczym, o nas, o bliskich, o spotkaniach, wyjazdach, momentach. Tak to wygląda w pomniejszeniu, a trochę większe, z widokiem na wszystkie głupoty, tutaj: http://www.iv.pl/images/34863136008239676697.jpg


Brzydal twierdzi, że moja zmiana komórki to mały krok dla ludzkości, ale wielki dla człowieka. Takie rewolucje technologiczne przychodzą mi z trudnością (od ponad 3 lat mam jeden i ten sam pulpit na kompie, a w komórce od lat reaguję wyłącznie na ten dzwonek), ale za to na innych technicznych polach dziko się rozwijam (hehe...), bo już nie dość, że joomlę trochę oswoiłam, to doszedł mi do tego drupal i - uwaga - SAP. Kto zna, ten rozumie, w czym tkwi to komputerowe bohaterstwo;). A tego Brzydal nie umie na pewno! Ha! Więc i z androidem sobie poradzę...
W poniedziałek i wtorek urlop z przeznaczeniem na reperację zdrowia psychicznego (czyli na snowboard), a w piątek teatr. Ale jeśli natychmiast nie wyzdrowieję, to spędzę ten tydzień w domu, zakwitając w łóżku z androidem i angdy birds, czy jak tam one się zwą...
Ściskam Was.
Zołza

Brak komentarzy: