piątek, 15 marca 2013

aktor

- Ty wiesz kto tam dzisiaj grał? - wpadłam do domu zmarznięta i zbyt zdecydowanie nabuzowana, żeby zasnąć.
- Nie mam pojęcia - ziewnął Brzydal przeciągle i mimo moich oporów jakaś tajemna siła zaczęła go ciągnąć do łóżka (czeka na mnie co wieczór, ale gdy tylko przekraczam próg mieszkania, to automatycznie włącza mu się tryb „sen” i zdecydowanie nie jest skory do rozmów o teatrze).
- Pamiętasz, jak wróciliśmy ze Lwowa i ty miałeś grypę i 40 stopni i któregoś dnia jak przyszłam z pracy to ty oglądałeś jakiś serial*, wiesz, o tym takim mrukliwym policjancie** i to był chyba ostatni odcinek już, bo on tam na klatce schodowej złapał tego gwałciciela, wiesz, tego nauczyciela z prowincji, i później ten mruk wyszedł z bloku i chciał żeby to wyglądało jakby go tam wcale nie było i ci młodzi z komendy chcieli go zabrać ze sobą autem, ale on wolał iść z buta, chociaż padało, i szedł jakimś mostem i podjechał ciemny samochód i ktoś mu w plecy strzelił, i wtedy za tylną szybą tego samochodu było widać tego faceta, i to ten facet tam dzisiaj grał***.
Nawet jednak ta historia nie była w stanie odpędzić od Brzydala sennych duchów, więc po zrobieniu herbatki i zagrzaniu mi termofora padł bez życia, zostawiając mnie samą z tymi dziwacznymi obrazami, które w Rozrywce oglądałam 2,5 godziny.

Przypisy:
* - „Glina” Pasikowskiego
** - nadkomisarz Andrzej Gajewski (Jerzy Radziwiłowicz)
*** - to chyba z kolei nie jest prawda, bo po wyspaniu się wcale nie jestem pewna, że to ten sam gość, w każdym razie w tej wczorajszej sztuce brawurowo szalał Krzysztof Dracz, którego widziałam dotąd w wielu polskich filmach, nigdy nie zastanawiając się, jak się właściwie nazywa.

Do końca Interpretacji zostały mi dwa spektakle. Cierpliwości, Brzydalu!
Złośnica



Brak komentarzy: