piątek, 22 marca 2013

przeszkadzam?

- Przeszkadzam? – pytam zawsze na start.

- Nie, co się dzieje? – usłyszałam i odetchnęłam z ulgą, bo to był ten dziwny, durny dzień, gdy to będąc w pracy nie chciałam z nikim, ale to z nikim rozmawiać, na nikogo patrzeć i o nikim nie miałam ochoty myśleć, a właśnie tego dnia jak na złość padło milion pytań, pojawił się tabun ludzi, a w głowie miałam rozpierduchę jak cyganka w tobołku. Po powrocie do domu nagle poczułam, że jednak muszę z kimś pogadać, natychmiast, o wszystkim, bo inaczej zdurnieję, zwątpię i zawyję (jak widać, nastrój Interpretacji prysł). Telefon. Przeszkadzam? Nie przeszkadzałam.

O tym, co teraz, co kilka dni temu, co pod koniec tygodnia. O płytach, książkach (to, co czyta on, u mnie czeka na czytanie; to, co czytam ja, on też ma planach), filmach, o skandynawskich klimatach (w których oboje się gubimy), o wielkomiejskim znudzeniu (nie naszym), o planach, o pracy, o obowiązkach, dojrzałości, zmianach, o tym, że trzeba z tego zrobić spektakl (tylko nie wiem kto), o tym, jak to jest mieć 28 lat, a jak 45, o tym, że niedługo się zobaczymy, że przywitamy się chociaż w tym szumie między ludźmi, gdzieś przelotem, ważne, nieważne, na pewno. Po kilku minutach siedzenia z telefonem na kuchennej szafce okazało się, że minęło pół godziny i że właściwie czuję się jak nowa, jakby tego dnia nie było, jakbym znów nie uświerkała z nerwów, gdzieś pod ścianą tarmosząc w rękach pokreślony scenariusz.

Podziękowałam grzecznie za czas i uwagę, za to, że mnie wrócił do pionu.

Widzimy się dziś, zaraz, za chwilę właściwie, przez chwilę. Koncert!
Zł.


2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Jestes zmeczona. Posluchaj "Piny" albo ogladnij "Wino truskawkowe". Powinno pomoc, pozdrawiam

Anonimowy pisze...

czemu akurat Wino truskawkowe? zł.