czwartek, 4 kwietnia 2013

wielka biel

Nagle zrobiło się biało. W każdą stronę. Nie pomogło przecieranie oczu ani coraz szersze ich otwieranie. Równomierna biel oślepiła mnie tak, że zaczęły mi przed oczami latać ciemne plamy. Uważaj – pomyślało mi się samo, gdy ruszyłam w tę mleczną otchłań. Chyba żartujesz – pomyślało to mniej racjonalne ja i zachichotało z uciechy, gdy wyskoczyłam na jakiejś ukrytej muldzie. Wszystko ukryte. Ja tam w tej mgle i cały ten wyjazd. Spontan taki, nagła potrzeba i absolutna niechęć do tłumaczenia czegokolwiek. Ten tydzień jak patchwork. W poniedziałek mała impreza u nas (w myśl zasady, że święta są dla najbliższych, więc święta bez przyjaciół się w ogóle nie liczą). We wtorek już w pracy, jeden sms i nagle czuję, że chcę jeszcze gdzieś jechać, gdzieś się poszwendać (Robert, mój instruktor na kursie prawka, mówił w takich sytuacjach, że szwendacz jest aktywny). Z poważną miną poszłam do szefowej szeleszcząc urlopem, po to by 24 godziny później na pustym stoku szaleć niepoważnie, potwornie i ekstremalnie, zupełnie jakby sezon dopiero się zaczynał, a nie niespodziewanie późno kończył. Ostatecznie doprowadziłam się do tego dziwnego stanu, że w domu padłam jak zwłoki i czułam się tak strasznie, że nie miałam siły przykryć się kołdrą. Ale było warto.
A jutro teatr. I tak naprawdę może być.
Zł.



1 komentarz:

Gry Na Pieniądze Bez Depozytu pisze...

Uwielbiam snowboard... zazdroszczę Wam ;)