czwartek, 23 maja 2013

bardzo dużo rzeczy

Poprzedzające duże wydarzenie rytualne służbowe urwanie łba trwa w najlepsze. Im mniej czasu, tym bardziej znikają biurowe konwenanse. Chociaż w sumie u nas jest bardzo, bardzo swobodnie. Bardzo. Przed naszymi flagowymi imprezami po prostu już ostatnie hamulce puszczają.
Miliard rzeczy było dziś do przewiezienia na drugi koniec miasta. Wystawy, gabloty, banery, roll-up'y, materiały, akcesoria. Z daleka pewnie wyglądało to jak jakiś chaotyczny tabor, przeprowadzka albo kradzież mienia.
W biurze urosła mi jeszcze jedna sterta megawielkich i megaciężkich rzeczy. Koleżanka z Biura odbiera telefon od naszego Kumpla-Konserwatora, bez którego byśmy sobie nie dały rady (banda księżniczek). Przekrzykuję ich rozmowę: - Poproś go, żeby przyszli na górę, bo mam tu jeszcze w ciul betów.
Koleżanka z Biura do słuchawki: - Przyjdźcie jeszcze na górę, bo Z. ma tu jeszcze bardzo dużo rzeczy - rzekła jak księżniczka właśnie, choć na co dzień słownictwo mamy raczej jak smok i rycerz razem wzięci.
- Powiedziałam, że mam w ciul betów! - odparowałam oburzona, że ktoś tak dalece przeinacza moje słowa, a ze słuchawki rozległ się stłumiony odległością śmiech Kumpla-Konwerwatora.
Na co Koleżanka z Biura: - Byłam u spowiedzi przedślubnej i nie mogę już tak mówić.
No i doigrałam się. Palnęłam się otwartą dłonią w czoło i fikłam pod stół. Nie pogadasz.
Złośnica

PS Czy muszę dodawać, że "w ciul betów" to naprawdę delikatne określenie jak na nasze działowe warunki...?

Brak komentarzy: