środa, 22 maja 2013

Miedzianka

- Jedziemy do Miedzianki – zarządziłam kilka dni temu, absolutnie wciągnięta przez książkę Filipa Springera. Godzinami siedziałam zawinięta w kołdrę, szeleszcząc cicho każdą kolejną kartką, a w głowie kiełkowała mi świadomość, że „Miedzianka” jest moim absolutnym literackim hitem ostatnich kilkunastu miesięcy. Barwna, wielowymiarowa opowieść o zupełnie innej piątej stronie świata, o świecie który znikał wielokrotnie, by się po czasie podnosić powoli i odradzać, wykazując desperacką wolę istnienia czerpaną diabli wiedzą skąd. Kamienne krzyże i równie kamienne memento. Mały browar i kilometry trzeszczących podziemnych korytarzy, znikające drzewko, prowincjonalne saneczkarstwo, rozbrajanie grobowców, pociąg, który nie dojechał do Drezna, kryształowy żyrandol w opuszczonej świątyni i bestia, która pojawia się pod różnymi postaciami. I historia, która czasem przelatuje gdzieś bokiem, a czasem przewala się przez sam środek małego, trójkątnego rynku. I kiedy miałam kilka stron do końca, wiedziałam już, że nie jedziemy do Miedzianki, że już nie chcę. Wygląda na to, że zniknęła na dobre. I jedno mnie jeszcze frapuje: skoro mnie ta historia absolutnie zmiotła, mnie, której zupełnie nie dotyczy ten region, to jak zmiotła tych, dla których tamten świat to jest cały świat?

Mój świat tymczasem strzępi się na końcach, a ja łatam jak mogę, z różnymi efektami. Niespodziewane wyjście na kawę któregoś popołudnia skończyło się niepewnym wracaniem z buta bardzo późnym wieczorem. Wyjazd gdziekolwiek skończył się na rynku w BB, gdzie pierwszy raz w tym roku poczułam się naprawdę jak na wakacjach, i to mimo że rozmowy były zbyt poważne jak na leniwe popołudnie. Jedno absurdalne polecenie służbowe skończyło się nocnym psim wyciem i nastrojem tak złym, że teraz aż strach o tym w ogóle myśleć. Aktualne zadania kończą się kwitnięciem po godzinach, co jest w sumie całkiem dobrym rozwiązaniem, bo w biurze robi się pusto i cicho. I nagle robi się porządek. Mimo wszystko za dużo chaosu w tych myślach o tym, co ważne. I za mało tego, co moje własne. Znów ominął mnie koncert mojego ulubionego zespołu, drugi z rzędu, niedobrze. Do końca sezonu zero planów teatralnych, też nie najlepiej. Chyba samoczynnie uruchomił mi się tryb "przetrwaj".
zł.

Brak komentarzy: