wtorek, 27 sierpnia 2013

amulet

Wczoraj od rana trzymałam się dzielnie i pracowałam pilnie, ale im bliżej południa, tym bardziej chodziłam po ścianach, marudziłam, wzdychałam i próbowałam wbić pazury w blat biurka. W końcu wywiało mnie na drugi koniec korytarza, gdzie stacjonuje samotnie w wielkim pokoju Kolega z Pracy. Uspokoił mnie trochę (jak zwykle), a następnie zanurzył się w wielkiej szafie w poszukiwaniu czegoś na szczęście, bo najwyraźniej widział, że inaczej się mnie nie pozbędzie i będę mu nadal roztaczać wizje końca świata i wybuchać upiornym śmiechem.
- To jest nasza zupełnie do niczego niepotrzebna przejściówka, świetna na szczęście! Amulet taki! - rzekł Kolega z Biura, wciskając mi w dłoń to, co widać poniżej.

Od razu poczułam się mądrzejsza, wyższa i szczuplejsza, a moja pewność siebie urosła do rozmiarów trochę większych od rozwielitki. I tak poszłam w kierunku miasta, licząc po drodze samochody i ściskając w dłoni przejściówkę.
Nie oddam mu jej, bo choć popołudniu padłam jak zwłoki z nadmiaru emocji, to śmiem twierdzić, że amulet działa.
Zł.

1 komentarz:

Izabela Mikrut pisze...

z cincha na minijacka? nie taka znowu niepotrzebna... :D. mrowka