niedziela, 29 września 2013

trzeci rząd

Dobrze było zaczaić się na widowni i zobaczyć spektakl, którego premiera kilka miesięcy temu zgniotła mnie jak puszkę po coli i na długie tygodnie zagnieździła mi się w głowie. Dobrze było zobaczyć to znów i popatrzeć na całość dużo spokojniej i – jak się okazało – dużo chłodniej. Ale przyznaję, myślami byłam gdzieś indziej, choć niedaleko. Musiałam się też z tej widowni urwać kilka minut przed czasem, co z kolei daje idealny pretekst, by pójść tam znów na to samo.
A później jeszcze była druga widownia, dużo dźwięków i słów, które lubię tak samo jak cztery i pół roku temu, kiedy się z nimi pierwszy raz zderzyłam. Uśmiałam się tam jak fretka, choć może nie powinnam, i od pierwszej do ostatniej minuty żałowałam, że mam miejsce w trzecim rzędzie, a nie w trzecim rzędzie od końca. Trzeci rząd to co najmniej o trzy za blisko.
Nocny powrót do domu i muzyka znów zbyt głośna, i ten Roździeń za szybki i jeszcze ból głowy zdecydowanie zbyt intensywny. Wszystkiego zbyt dużo, a jednak nie wiem, czy umiałabym z którejkolwiek emocji zrezygnować. Cudna była ta Noc...
zł.

Brak komentarzy: