czwartek, 26 września 2013

złe kołysanki

To, że gadam przez sen, to norma. Przyszło nowe: zaczęłam łazić nocami po mieszkaniu. I to nie tak, że raz. Rekord to trzy spacery jednej nocy. Nie pomaga ani zaparzanie zielska przed snem, ani nawet aerobik na basenie, ani czytanie nowego Białasa: ostatniej nocy gadając jak zwykle pełnymi zdaniami próbowałam zejść z łóżka głową w dół, ale czujny Brzydal wciągnął mnie z powrotem, zanim łukiem brwiowym napotkałam na szafkę nocną (czujny, ale też coraz bardziej zirytowany i w zderzeniu z moimi nocnymi demonami coraz bardziej bezsilny). Mówił coś nawet o zamontowaniu po mojej stronie łóżka szczebelków i odbojników. Była też mowa o ewentualnym przywiązywaniu do łóżka i zamykaniu sypialni na klucz. A najbardziej przerażające jest to, że którejś nocy rozmawiałam przez telefon. To znaczy mówiłam do telefonu, choć bez nawiązywania połączenia. Jeszcze bez. Kwestia czasu.

Do snu aplikujemy sobie złe kołysanki Doktora Misia albo najmilsze na świecie dźwięki Myrry Rós (zmieniam Doktora na Myrrę w momencie gdy wiem już, że Brz. nie będzie protestował). Marzą mi się oba te koncerty i oba są w zasięgu ręki, a ja nie mam siły porządnie tego zaplanować. Póki co w planach sobota na widowni. Nareszcie...

z.

Brak komentarzy: