sobota, 14 września 2013

zegarek

Nowa praca zamordowała mój zegarek. W kilka chwil przestał być zdatny do noszenia, rozsypał się nagle przy biurku, co mnie martwi, bo nie dość, że był uroczy i jedyny, to jeszcze miał wartość sentymentalną: kupiłam go za pierwszą wypłatę z mej Poprzedniej Instytucji i generalnie całkiem dobrze mi się kojarzył. Zawodziłam wieczorem w domu Brzydalowi, że żal trochę, a on na to, że skoro był z kasy Stamtąd, to najwyraźniej przyszedł już czas na niego, mam sobie kupić nowy, fajniejszy i już o tym nie myśleć. Hm. Czy tylko mnie się wydaje, że Brzydal (biorąc pod uwagę jego niechęć do Poprzedniej Instytucji) może mieć coś wspólnego z zamordowaniem zegarka…? Oczywiście idzie w zaparte, ale nie jakoś przekonująco.

Ostatniego dnia pracy Tamże dostałam od moich dziewczyn bardzo wielką ramkę z różnymi durnymi zdjęciami, utrwalającymi chwile, kiedy było tam naprawdę zabawnie. Przytargałam ją do domu, uspokajając jednocześnie Brzydala, że przecież to nigdzie nie zawiśnie, tylko muszę się zastanowić, co z tym zrobić. Nie zdążyłam się jednak zastanowić, bo ramka zniknęła już następnego dnia, gdy jeszcze spałam. Brzydal początkowo w ogóle odmawiał odpowiadania na pytania dotyczące ramki, a później wkręcał mi, że kazałam mu ją wynieść na hasiok, co też rzekomo pospiesznie uczynił.

Tydzień minął jak pstryknięcie i zniosłam go dużo lepiej niż ten poprzedni. Wirują mi nad głową nazwiska, daty i sprawy, które próbuję złapać i zatrzymać na chwilę, żeby im się przyjrzeć i poznać bliżej. Potrzebna mi jest taka siatka na motyle, tylko że na myśli. Powoli organizuję przestrzeń wokół siebie i zaczynam stawiać granice tej przestrzeni – bez tego nie poczuję się normalnie, nie poczuję że właśnie tam jest moje miejsce.

Ale ma to wszystko sens. Mają sens te emocje i ta adrenalina i to że nie pamiętam, kiedy się tak czułam ostatnio. I nakręcanie się na nowe i na nieznane, na numery bez nazwiska i daty bez godzin, na kilka minut spokojnej rozmowy, kiedy wokół wszystko zaczyna zwalniać w najzwyklejszym popołudniowym zmęczeniu. Rozumiecie?

Złośnica

1 komentarz:

spider-mama pisze...

Rozumiemy, ten wpis razem z ps. z następnego wpisu - oby tak było :)