poniedziałek, 14 października 2013

Boa Tuliciel

Czas akcji: środek nocy. Miejsce akcji: mieszkanie z widokiem na szyb. Wylazłam z łóżka, udałam się do dużego pokoju, postałam chwilę przy regale z książkami, poszłam do kuchni, oparłam się o blat, później zatrzymałam się w drzwiach pierdolnika, coś pomruczałam i wróciłam do łóżka.
- Co się dzieje? – zapytał Brzydal, obudzony zupełnie, nie to co ja.
- Przyszedł zastępca dyrektora i musiałam dać mu te teksty piosenek – odparłam bez chwili zawahania, zawinęłam się w kokon z kołdry i odpłynęłam.

Dwie godziny później wstałam, poszłam do kuchni, z szafki pod oknem wyciągnęłam butelkę mineralnej, postawiłam ją na szafce i wróciłam do łóżka.
- A teraz co? – Brzydal nie daje za wygraną.
- Szef zapytał czy mam wodę – i bach, głowa na poduszkę, kołdra, kokon, lulu.

I Brzydal mi to opowiada rano ze szczegółami, zupełnie wstrząśnięty. A ja płaczę ze śmiechu, bo wszystko się zgadza. Weszłam do kuchni, a na szafce stała ta butelka z wodą. W nocy Brzydal jest rozdarty pomiędzy zupełnie racjonalną chęcią obudzenia mnie, a ciekawością i możliwością obserwowania, co jeszcze zrobię. Chociaż rzekł mi wczoraj: „Chcesz chodzić to sobie chodź, ale skoro zaczynasz już wyciągać rzeczy z szafek, to nie wiem czy dwa razy nie przekręcisz zamka i nie pójdziesz z sąsiadami w tango”.

A czasem po prostu nie śpimy. Bezsenność w pojedynkę jest straszna, we dwoje bywa niezwykle kreatywna (i nie mówię o tym). Jeszcze kilka takich nocy i będziemy mieli gotowy scenariusz kreskówki dla dzieci, w której głównymi bohaterami są Zajączek Bez Rączek (były saper, któremu nie wyszła kontynuacja dzieła księżnej Diany), Lisior Wisior (spadochroniarz, któremu się kiedyś grzyb nie otworzył, ale za to na tej szmacie zawisł na gałęzi) i Boa Tuliciel (znany z upodobania do tulenia, które w pewnym momencie zmienia się w duszenie – i to ja jestem bezpośrednią inspiracją do stworzenia tego stworzenia). I weź tu zaśnij w ogóle, jak obok leży ktoś, kto ma w głowie takie wizje.

A samo łażenie wróciło, bo mnie trochę miniony tydzień przygniótł. Pierwszy raz mnie to tam dopadło, może dlatego tak mnie siekło, że przez dwa dni nie miałam siły się wyprostować. Przygniótł mnie hałas i chaos, kiedy marzyłam o chwili ciszy i porządku. Przeraził mnie trochę czas, w którym mieszczę się albo na styk albo wcale. Jako bonus rozdrażniła mnie poczekalnia, w której można tylko czekać gapiąc się w sekundnik. W niedzielę jeszcze w pieron nerwów i jak zwykle wiara na minusie, jakieś zgrzyty tam, gdzie wydawało mi się, że jest ok. Może mądrzejsza teraz będę, nie wiem.

The trunk is filled with records
And books and chairs and clothes
I'm smiling on the surface
I'm scared as hell below

Złośnica

Brak komentarzy: