sobota, 5 października 2013

sob.

W ostatnich dniach w biurze padło kilka takich tekstów, że koniecznie chciałam powtórzyć je Brzydalowi. Bywa jednak różnie: zazwyczaj wieczorem próbuję mu coś opowiedzieć, ale zaczynam się tak śmiać, że nic z tego nie wychodzi. Brz. patrzy tylko na mnie jak na głupka i czasem wtrąci jakąś złośliwość, że jestem monotematyczna i że można ze mną gadać wyłącznie o pracy. Ale jak już w końcu uda mi się opowieść poprowadzić od początku do końca, zazwyczaj reakcja jest jedna: Brzydal wali otwartą dłonią w czoło i przeciągle komentuje: Bożeeeeee… Tym samym przepis, który wprowadziliśmy 1,5 roku temu, że po godzinie 20 w tym mieszkaniu nie rozmawia się o pracy, został póki co zawieszony.

Z ciekawostek, o których nie mówiłam Brz., dowiedziałam się na przykład, że pomrukuję jak pewna postać z gry komputerowej dla dzieci. I że mam jakiś podejrzany akcent, ale to dlatego, że jestem krojcok. Na koniec jeszcze podpadłam i dostałam minus tak wielki, jakiego jeszcze wszechświat nie widział. Uczę się więc żyć z minusem, bo odkręcić się tego nie da.

Przyszło mi też tłumaczyć się Włochom po włosku, że wprawdzie uczyłam się włoskiego, ale minęły 4 lata i że nie pamiętam już nic. Ale ty mówisz po włosku – rzekł Włoch, szeroko otwierając oczy, bo w ciągu godziny zdołałam jednak coś tam w ich języku powiedzieć. Niestety nie mówię płynnie i poziom u mnie słaby, przykro mi – odparłam po włosku, gestykulując oczywiście obficie, bo inaczej po włosku mówić się nie da. Jak przyjadą znów, będzie mi łatwiej, na pewno.

I to, że ja niby tylko o pracy, to kłamstwo. Dziś wieczorem będzie można ze mną pogadać o filmie o naszym byłym prezydencie, bo idziemy, a także o Meli Koteluk, którą uwielbiamy i którą mamy zamiar jutro zobaczyć na żywo. Można też ze mną słów kilka zamienić o „Pudrze i pyle”, który jest lajtowy jak mleko waniliowe, i o zupełnie wstrząsającej książce Małgorzaty Rejmer „Bukareszt. Kurz i krew”, która wchodzi jak mleko waniliowe, ale zwala z nóg i poniewiera jak wódka z red bullem i nie mogę po niej zasnąć. Można też ze mną o służbie zdrowia, z którą przyjdzie mi się w tym tygodniu zmierzyć (zderzyć?) i o tym, że co noc przychodzi Buka i maluje na biało szyby w moim aucie i że człowiek jak idiota jest co roku tak samo tym faktem zaskoczony. Można jeszcze ze mną o tym, jak Mumford and Sons cudownie rozgrzewają...

Zł.

Brak komentarzy: