sobota, 22 lutego 2014

selawi się, głupku

Można gadać do smartfona, a smartfon pisze, co się gada. Przynajmniej próbuje. Umierając ze śmiechu prowadziłam z kuzynem rozbudowane testy tej funkcji, efekty wysyłając nieuświadomionemu Brzydalowi. Tere fere kuku – zaczęłam ochoczo. Selawi się, głupku – napisał mój telefon, gdy chciałam dopowiedzieć ten fragment o babie, która strzela z łuku. Selawi się, głupku… Hasło-symbol ostatnich tygodni. Czyli że robię jedno, a rozumieją drugie. Niestety. Dziwnie.

Chociaż za mną kilka wydarzeń tę dziwność odczarowujących. Nasza trzynasta rocznica na przykład. Albo 100 tygodni w naszym mieszkaniu. Albo koncert Doktora Misia, na którym wyszumieliśmy się zupełnie jak nie w teatrze. A generalnie to mniej wyjść, mniej znajomych, mniej czasu i mniej siły. Popołudniami dopada mnie najzwyklejszy ludziowstręt, nie odpowiadam na telefony i wykręcam się od spotkań. I tak jak całymi latami nie było weekendu, żeby nas gdzieś nie wywiało, tak teraz oboje wolimy się zaszyć u nas, udawać, że nas nie ma i przy każdym dzwoniącym telefonie zastanawiać się wspólnie, czy odbieramy, czy nie. Częściej nie.

W kalendarzu zero planów, w planach zero szczególniejszych zdarzeń. Delons wraca na scenę. Roddy Woomble wydaje nową płytę. Pewnie przyjdzie moment, że znów zrobi to na mnie jakieś wrażenie.
zł.

Brak komentarzy: