piątek, 21 marca 2014

historia wariactwa

Wracając do domu zajrzałam do rodziców. Straciłam siły na kuchennym krześle, opadłam czołem na blat stołu i wymamrotałam: Boże, to jest dom wariatów. D o m w a r i a t ó w... Na co Mama odpowiedziała bez wahania: No to świetnie tam pasujesz. Dzięki, Mamo. Naprawdę dzięki.

Mam teorię mówiącą o pochodzeniu mojego wariactwa. Żeby ją poznać, trzeba się cofnąć do jesieni 1984 roku. Właśnie wtedy moja Mama, będąc ze mną w zaawansowanej ciąży, przemierzała pewną trasę swoim rajdowym, czerwonym fiatem 126p. W samochodzie był jeszcze mój sześcioletni wówczas Brat i słoik zupy ogórkowej. Na jednym z zakrętów w okolicy przejazdów kolejowych na ulicy Naftowej słoik z zupą miał czelność się przewrócić, więc Mama automatycznie chciała go ratować. I tak uratowała słoik, że po chwili wylądowała w jakimś zapuszczonym ogródku, kosząc po drodze ogrodzenie, jakiś słupek i ze dwa drzewka owocowe. Po wygramoleniu się z auta, kiedy wokół zebrał się już tłum załamujący ręce nad rozwalonym fiatem, brzuchem mojej Mamy i słoikiem, mój Brat rzekł: Mamuś, nic się nie martw, nic nie powiemy tacie. Od kiedy znam tę historię, wszystkie swoje wariactwa przypisuję traumie powypadkowej. Wszystkie odchyły, obsesje i dziwactwa. I jak czasem już pękam i wymiękam, bo poziom absurdu w moim życiu już dawno przekroczył stan alarmowy, dzwonię do Mamy i mówię, że już nie mogę, że sobie w ogóle nie radzę i przekonuję ją, że to wszystko przez tę zupę. Mama nawet nie protestuje.

Poziom absurdu jeszcze się nie ustabilizował, a większość objawów jego podwyższonego stanu nie mieści mi się w główce. Na przykład to, jak Koleżanka z Pokoju w środowe późne popołudnie z jednym z naszych technicznych wielkim śrubokrętem mocowała mi do biurka małą katarynkę. Trzema śrubami. Do mojego biurka. Między telefon i drukarkę. Rechotała przy tym radośnie, a ja nie miałam nawet siły na protest. O graniu na plastikowej butelce piosenek o urokach spotkań na szlaku nawet nie wspomnę, bo takie obrazki są jak sen pijanego wariata, którego nie da się opowiedzieć.

W główce natomiast zaczyna mi się mieścić fakt, że jednak przyszła wiosna.
Zł.

Brak komentarzy: