sobota, 15 marca 2014

panda w koronie

- Może gdzieś wyjdziemy? – ze strony M padła nagła propozycja po moim kilkuminutowym telefonicznym monologu, w którym przekonywałam ją, że wszystko jest czarne, nic nie ma sensu, ludzie są beznadziejni i milion razy dziennie tracę równowagę. Propozycja spotkania wydawała mi się zaskakująca i bez sensu, bo sądziłam, że w obecnym stanie jestem ostatnią osobą, z którą ktokolwiek chciałby gdzieś wychodzić dla przyjemności. – Wiesz, pogadamy, na spokojnie, normalnie – zaproponowała M dokładnie w momencie, gdy rozmowa, a już nie daj Boże szczera, jawiła mi się jako straszliwa forma tortur. Prychnęłam w słuchawkę i na środku chodnika napadł mnie diaboliczny śmiech. I chociaż nie chcę się z nikim widywać i z nikim gadać, to jakimś cudem po kilku godzinach siedziałam z M na ławce na ohydnym skwerku pośrodku blokowiska. Dzieci tubylców dwie ławki dalej obrzucały się żwirem i takimi obelgami, o jakich nie śnili nawet nasi językoznawcy, a M słowo po słowie wyciągała ze mnie wszystkie popaprane historie o rozczarowaniach i zawodach, przez które się rozsypałam na sto kawałków i straciłam pewność siebie, zaufanie, jasność umysłu i przekonanie, że jakoś to będzie. Później mówiła M. A ona jak nikt inny potrafi się podnieść i wie, co mówi. Z pokorą przyjęłam kilka uwag i rad, a nawet groźbę, że mi jebnie jak się jakoś nie opamiętam. Na koniec dniówki jeszcze zdążyła zmusić mnie do kupna strasznie durnej koszulki z wielką pandą w koronie i podpisem, że życie nie jest łatwe nawet gdy jest się królem. Dostałam nakaz chodzenia w niej do pracy i w ogóle wszędzie.
W poprzednim poście pisałam, że mój ukochany zespół wraca na scenę. Nie poszłam na ten koncert, bo okazało się, że kilka lat czekania na ten występ było dla mnie niewystarczająco silnym argumentem, by w ogóle wyjść z domu. W planach mam inny ważny koncert dokładnie za dwa tygodnie i chciałabym mieć pewność, że zrobię wszystko, by tam być, tak jak kiedyś, tak jak zawsze wcześniej. Tam na bank przypomnę sobie, co jest ważne.
No i pół roku w nowej pracy minęło. Piorunem, nie?
Z.

Brak komentarzy: