sobota, 26 kwietnia 2014

głową w dół

Czytałam w sieci, że ludzie roztrzaskali się na motorze, bo jechali autostradą i nie zauważyli, że autostrada się kończy. I spadli w przepaść, pewnie dopiero spadając orientując się, co zaszło.

Głupio tak lecieć głową w dół, jak nie wiadomo, czy tam beton, woda czy dmuchane poduchy. A jak się bliskim coś dzieje złego, to tak się właśnie leci na ślepo. A jeszcze trzeba zgrywać kozaka, nie pękać, nie płakać.

Udało się jakoś wyhamować, zanim nerwy roztrzaskały nam łby. Po tym wszystkim mam jeszcze bardziej przyklejone oba telefony do rąk niż miałam wcześniej i nabawiłam się jeszcze potężniejszej obsesji posiadania informacji, od razu, natychmiast, u źródła. Cisza to jednak coś złego, a nie spokój.

Za to święta były czadowe. Jako że cały mój mikrokosmos kręci się wokół Brzydala, święta z Brzydalem to najlepsza pigułka uspokajająca jaką znam. Było ciepło i leniwie, nietypowo i bez napinki. Kilka dni okołoświątecznego urlopu pozwoliło mi zająć głowę sprawami oderwanymi od pracy. Zdołałam trochę pojeździć po znajomych i nasłuchać się o zaległych cudzych problemach i radościach. Podzieliłam się też kilkoma opowieściami z mojej codzienności, co z kolei znajomym nasuwało wniosek, że oszalałam na punkcie nowej roboty, że pracuję w Krainie Czarów i że nie ma już dla mnie nadziei na normalność. Bo jak nawet czasem marudzę, że to dom dla zaawansowanych czubów, to wystarczy, że zacznę gadać z kimś spoza tego osobliwego kręgu. Wtedy sama sobie uświadamiam, że to największy atut, a nie wada, a ja marudzę co najwyżej ze zmęczenia i z nadmiaru wrażeń.

Liczę, że teraz będzie mniej tych małych i dużych trzęsień ziemi, służbowych tąpnięć i prywatnych lawin złych niusów. Mam ochotę na wiosnę w głowie, na sukienkę w groszki i kolorowe pierdoły w torebce. Dużo głośnej muzyki za dnia i Czuły punkt na noc. Wszystko będzie dobrze, nie?

Złośnica (w Krainie Czarów)


PS Na podłodze SOR-u wykładzina w duże, nachodzące na siebie kwadraty.
Brat: Ciekawe, ile osób po wielu godzinach idzie prosto stąd do salonu tatuażu, bo nie są w stanie dłużej żyć bez tego wzoru?
ja (smętnie): Ciekawe, na czym go sobie tatuują.
Brat: Jak to na czym? Na sorze. ;)

Brak komentarzy: