sobota, 28 czerwca 2014

1 z 298

Nigdy nie skumam tej złośliwości mojego organizmu, który w tygodniu wyje z żałości, gdy zmuszam go do zwleczenia się z łóżka o 6:45, a gdy w sobotę marzę o tym, żeby pospać chociaż do 8, to moje własne ja już po 6 rano jest gotowe do życia, chce robić pranie, wychodzić na balkon, pisać sms-y do znajomych… Pranie odpada – ze strachu przed ewentualnymi buntami sąsiadów z dołu. SMS-y do znajomych w tym terminie to też słaby pomysł, skoro mnie ten niewinny wibracyjny BZZZZT! potrafi wybudzić z najgłębszego snu. Został mi balkon. Wyszłam tam dziś z kubkiem kawy, rozejrzałam się dookoła i pomyślałam, że to najlepsze miejsce, w którym mogłabym być właśnie teraz.

Ta myśl, że jestem na swoim miejscu, nie opuszczała mnie też wczoraj przez kilkanaście godzin w pracy. Działo się piekielnie dużo, a wszystkie wydarzenia w całości zamoczone w intensywnych i skrajnych emocjach, w mrocznych wizjach i przeważających chwilach wiary w słuszność, w prawdę, w mądrość, odwagę i wolność. Górnolotnie brzmi, co? Ale tak było. Jak Brzydal przyszedł nam potowarzyszyć wieczorem, próbowałam mu to wszystko powiedzieć, ale nie potrafiłam, tylko szkliły mi się oczy. 27 czerwca jawi mi się jako najważniejszy dzień z tych 298 w mojej nowej pracy. Przed wakacjami, w czasie których wszystko musi wyhamować i się wyciszyć, wczorajsza walka o to, co ważne, była jak finałowy pokaz fajerwerków, jak oklaski na stojąco, od których aż huczy w uszach, jak kropka na końcu, bez której całe zdanie nie ma sensu.

Co teraz? Muszę znaleźć metodę na odreagowanie kilku złych emocji i skasowanie niechcianych myśli. Coś, co pozwoli mi wyjechać na urlop bez niepotrzebnego bagażu w głowie i zresetować się tak, jak udało się to rok temu. Dzisiejsza domówka niech będzie pierwszym krokiem, niech gra dobra muzyka i niech śmiech odbija się od ścian.

Żeby odreagować, musi być głośno, intensywnie, wysoko, szybko, męcząco, ponad miarę. Bo inaczej nie czuję, nie działa. Wracałam wczoraj do domu, słuchając w samochodzie Oasis tak głośno, że podchmieleni ludzie na przystankach patrzyli ze zdziwieniem. Na tę okoliczność wyłącznie fenomenalne "Slide away"!

Mroczne wizje i chwile wiary w słuszność, w prawdę, w mądrość, odwagę i wolność... Rany. Chyba jeszcze za wcześnie, żeby zadzwonić do Mamy?

Złośnica

Brak komentarzy: