piątek, 20 czerwca 2014

Łajka

Chciałbym być jak oni, Jurij Gagarin i suczka Łajka, która nie lękała się lecieć w kosmos… - usłyszałam w radiu późnym wieczorem. Brzydal nie zaśnie bez radia. Ja nie zasnę z radiem. Co wieczór ta sama dyskusja. I zawsze to ja zostaję ostatecznie nazwana łóżkowym terrorystą, ja kapituluję, mnie odchodzi spanie, prycham, włączam radio i sięgam po książkę, patrząc kątem oka jak zadowolony Brzydal mości się jak jakiś zaspany zwierzak. Tego wieczoru warto było skapitulować, żeby usłyszeć „Łajkę”. Chodzi za mną już trzeci dzień. Równolegle chodzą za mną myśli bardzo różne i bardzo skrajne, emocje od skakania pod sufit po walenie łbem o blat biurka, milczące wieczory na zmianę z balowaniem po noc. To nawet nie jest huśtawka. To raczej jakiś emocjonalny sztorm. Zmęczona jestem, daleko mi do szczytowej formy, a im dłużej to trwa, tym bardziej jestem rozdrażniona. Daję się rozkojarzyć pierdołom. Mój organizm wydziera się od środka „HELOŁ, HELOOOŁ!”. Tracę oparcie i trochę to potrwa, zanim pogodzę się z tym, że jednak nie wszystko mi wolno. Że jednak nie wszystko mi wolno powiedzieć na głos.

Najjaśniejszym i najradośniejszym momentem ostatnich dni był zdecydowanie wspaniały spontan dotyczący wakacji. Mimo że mieliśmy już zaplanowaną trasę po Rumunii (wyglądała mniej więcej tak: http://tnij.org/rumunia2014), wystarczyło jedno przypadkowe wyjście na miasto i jedno niepozorne ogłoszenie na białej kartce, żeby kolejnego dnia mieć już w garści podpisaną umowę i czystki na koncie. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak ekstremalnie się z czegoś cieszyłam. Przez kilka kolejnych dni w pracy czułam się jakbym wygrała w totka, jakbym miała lecieć w kosmos albo jakbym tylko ja miała przycisk, którym można włączyć wokół siebie obrót świata. Wracamy na Bałkany. Ale na te Bałkany przez naprawdę wielkie „Be”. Bałkany o gniewnej historii i postrzępionej kulturze. Za trzy tygodnie już nas tu nie ma.

Poza tym mnóstwo teatru. Wiele takich tygodni, że każdą sobotę spędzaliśmy w teatrze. A to nie koniec, bo jutro znów, i to przedpremiera. I za tydzień też nówka. Rozwalona jestem, gdy wieczorami Brzydal opowiada mi, jakie teatralne dyskusje prowadzone są w jego pracy, zupełnie oderwanej od sektora kultury. Ale on ma już teatr w głowie. Ja mam w głowie cyrk na kółkach i pożar w burdelu.

I mnóstwo książek. W dwa tygodnie "Papusza", "Bałkany - terror kultury", "Bałkańskie upiory", "Z nowego wspaniałego świata". Teraz "W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa". Zarywam nocki, a później poranki zarywają mnie.

I dziś koncert Delons... 12 stopni i wichura za oknem. Plener, a jakże...

Brak komentarzy: