czwartek, 20 listopada 2014

dart

Dotarły moje książki o Kaukazie. Cztery sztuki, całkiem opasłe, konkretne. I jedna nieporozna. O krajobrazach skażonych historią, zapomnianych, zarośniętych, na siłę wymazanych z map pamięci. Tam znowu te moje Bałkany, ale nie tylko, bo też Białoruś, Ukraina, Beskidy i tysiące innych. Czytam znów za późno i za długo. Po nocach, w które nie śni mi się nic, zazwyczaj nie wiem nawet jaki jest dzień.
 ---
Kupiliśmy z Brzydalem trzy ramki i rozpoczęliśmy żmudny proces poszukiwania trzech fotografii, które byłyby wystarczająco godne, by wisieć w naszym salonie i wyglądać odpowiednio. Wybór trzech zdjęć ze wspólnych trzynastu lat do łatwych nie należał, ale wybraliśmy kilkanaście pięknych, uroczych, romantycznych fotek, z nami na nich wielce zakochanymi i szczęśliwymi gdzieś na końcu świata. Po chwili doszliśmy do wniosku, że oglądanie ich grozi przysłowiowym zrzyganiem się tęczą, więc ostatecznie w punkcie obok mojej pracy wywołałam trzy obciachowe obrazki, na których wyglądamy jak wsiowe głupki, wywalamy jęzory albo robimy miny, którymi można straszyć niegrzeczne dzieci sąsiadów. Wstyd było odbierać, a jutro jeszcze muszę tam skoczyć służbowo...
---
Z innych zacnych pomysłów, relaksowaliśmy się na basenie. Ja pływałam jak wściekła, żeby wypływać cały wkurw, a Brzydal po przepłynięciu czterech długości basenu sportowego odmówił dalszej aktywności innej niż leniwe unoszenie się na powierzchni wody sięgającej mniej więcej do połowy uda.
---
A na drzwiach pierdolnika zamontował tarczę do darta, od której oderwać mnie można tylko granatem. Wspaniała rzecz. Odkryłam w sobie zatajony dotąd talent, ogrywając pomysłodawcę raz za razem. I ani razu nie trafiając w szybę ani w lampę... Miszcz.
---
Ktoś jeszcze na Doktora Misia do Bielska? Mamy jedno wolne miejsce w aucie.
---
Z.

Brak komentarzy: