sobota, 23 maja 2015

Dziewiąty sen to to, co zaczyna się po każdym zakończeniu

Sobota w rodzinnym domu. Rodzice pojechali gdzieś na kilka godzin, żeby nie zwariować. Dosłownie.
Zostałam więc tutaj z Babcią (lat 93, aktualnie poobijana po niespodziewanej wywrotce), Psem (lat 2, wymagająca bycia w centrum uwagi i częstego czochrania) i Kotem (8 tygodni, tutaj od kilku dni, zakochany w moich bransoletkach, lubiący noszenie w chuście i drapanie po brzuchu). Tak to aktualnie wygląda:

Jest dziwnie. Minęły lata świetlne, choć nie mieszkam tu dopiero trzy lata.

Za mną całonocna ucieczka. Sen był długi i męczący. Uciekałam w ciemności, w środku zimy, ulicami miasta, którego nie znam. Pamiętam sporo szczegółów i nastrój. Zimno i przyspieszony oddech. Obudziłam się rozczochrana i mokra. Mogłam nie zaglądać do tego sennika. I do tego drugiego, bo nie podobał mi się pierwszy. I do trzeciego. Wszędzie podobnie. Wszystko się zgadza.

To kolejny weekend, że popuszczam lejce. Dziecinnie i niepoważnie. Zakupy - niemądre. Jedzenie - niemądre. Imprezy - niemądre. Akcje pod wpływem napojów zawierających w składzie elementy magiczne - niemądre. Dziś kolejny niemądry wieczór. Nie umiem tego zatrzymać. Alternatywy brak.


2 komentarze:

Anonimowy pisze...

hej Złośnica,

a może Ty masz depresję?

a.

Brzydal i Złośnica pisze...

nie wiem, może.