piątek, 15 maja 2015

nevermind me cause I've been dead

Ze zmian to tylko tyle, że jestem po: 1. badaniach, 2. lekarzach, 3. badaniach u lekarzy, 4. wizytach w aptece, 5. kilku załamkach, 6. kilku wkurwach, 7. może dwóch chwilach pokory, 8. paru chwil zobojętnienia. Mój organizm na dawkę jak dla trzech nosorożców zareagował szokiem: na przestrzeni zaledwie pięciu dni najpierw padłam bez życia, później poczułam się jak w nie swoim życiu, następnie poszłam na recital Celińskiej i chciałam odejść z pracy, potem przejechałam 10 kilometrów na deskorolce (self best, szkoda że w takich okolicznościach), próbowałam naprawić to co schrzaniłam, trochę się uspokoiłam i jeszcze dziś dość niespodziewanie idę na Jandową "Białą bluzkę", żeby sprawdzić, czy jeszcze działa na mnie teatr. Powinien, bo zawsze działał. Może już nie działać, bo zawsze działał.
z.

ps 64 dni do wylotu na urlop!

Brak komentarzy: