piątek, 22 maja 2015

w zębach zgrzyta popiół dnia

Burdel burdel burdellllll! Nosi mnie i się rzucam, a niewinnym się obrywa.Głupio, głupio.
Nie jestem teraz najbardziej pożytecznym stworzeniem na ziemi. Słabo z koncentracją i z koordynacją. I z organizacją.
Rano w biurze wywaliłam wszystko z mojej szafy. Wszystko. Na. Podłogę. Co chwilę ktoś myślał, że się wyprowadzam. Zadziwiła mnie rozmaitość i ilość całego tego dobra. W 1 rok 8 miesięcy i 20 dni uzbierałam kilka stert druków (na hasiok z tym dziadostwem!), dokumentów (skoro nikt nie szukał tego przez 1,5 roku, to czy to znaczy, że mogę z tego zrobić samolocik?), koszmarnych gadżetów (na które ktoś miał odwagę dać pieniądze), płyt (których nikt nigdy nie puści) i zdjęć (w tym hitowe, romantyczne, koronkowe zdjęcia pewnej wiernej wielbicielki mojego Szefa, która na mój widok prycha z dezaprobatą). Po dwóch godzinach, po ukurzeniu wszystkich części ciała i po rozdaniu największych straszności ("Aniu, w imię naszego koleżeństwa i wspólnej pracy, w dowód uznania, że wytrzymałaś tu już kilka miesięcy, przyjmij proszę tę bryłę z laserowym budynkiem w środku, na pamiątkę naszej przyjaźni...") poczułam się trochę bardziej poukładana. Przynajmniej na chwilę. Niech się skończy już ten piątek. Ten tydzień, albo miesiąc od razu. Zupełnie jakby mi ktoś dawał gwarancję, że będzie jakiś nowy początek, nie?

Już płynie ciemny kształt
To łodź co wyratuje mnie z opresji dnia
Z jednoznaczności wszelkich spraw
Od kszałtów ostrych jak nóż
Z dosłowności jasnych barw
Chcę by ciemno było już
By niejasny stał się świat

Brak komentarzy: