sobota, 20 czerwca 2015

now I wonder how whatsername has been

Triumfalny powrót wiary we współczesną farmakologię! Odzyskałam smak. Nie sądziłam, że będę mieć z tego taki fun. Ale przecież odzyskałam władzę nad jednym zmysłem. Proste produkty sprawiają, że wpadam w żywieniową euforię. Nie mogę się oderwać od czereśni. Truskawkowy koktajl mogłabym robić we wiaderku. Dwa produkty sprawiają, że przechodzę spożywczy orgazm: ryżowe płatki z kokosem i mały, niepozorny litewski batonik twarogowy z makiem. Coś cudownego. Na balkonie, w piżamie, o 8 rano, z miską płatów. Boże;).
To niestety grozi, że znów przytyję jak Buka, tym bardziej, że od pamiętnego lotu z longboardu w Boże Ciało mam przerwę w jeżdżeniu (kontuzja znika, ale dość powoli). Grozi tym, że jak zjem jeszcze pół kilograma czereśni, to resztę dnia będę leżeć jak foka, a mieliśmy w planach kajaki...
Poza tym padam na pysk. Mój organizm wyraźnie się buntuje i upomina o swoje, bo o 20 każdego wieczora puka mi w głowę od środka i informuje, że idzie spać. A ty rób co chcesz. Jak się stawiam, to kolejnego dnia nie daje mi żyć i znów słyszę od własnego szefa, że fatalnie wyglądam. Trudno z tym dyskutować. I z nim.
Odliczanie dni do urlopu (z blisko 300) na ostatniej prostej zdecydowanie przyspieszyło. Nad biurkiem obcinany codziennie metr ma już niecałe 30 cm. Czasem wieczorem mam jeszcze siłę, żeby przez kilka minut czytać przewodnik. Nazwy nie mówią mi nic. Wielu z nich nie umiem przeczytać. Trudno z zapamiętywaniem. Mylą mi się kraje. Do Bałkanów byłam lepiej przygotowana, przyznaję. Ale książek o ludobójstwie mam już po kokardę, na lata. Z przykrością czytam niusy z kosowskiego pogranicza. Dołują popowodziowe obrazki z Tbilisi. Zwierzaków nie umiem usunąć spod powiek gdy zamykam oczy.
W pracy jakoś tak weselej. Przedurlopowa głupawa. Z powodu nowego współpracownika, który wygląda i zachowuje się jak narodowy wieszcz, słuchamy z laptopa dzieł wszystkich Kilara, w szczególności muzyki z "Rodziny Połanieckich" i "Trędowatej", i gotujemy się nawzajem przy każdej możliwej okazji. Nie ma litości. Wysyłanie sms-ów z biurka na biurko jest jedną z najpotworniejszych tortur jakie znam...
z.

Brak komentarzy: